Coraz większa liczba kierowców korzysta z prywatnych wideorejestratorów. Moda przyszła do nas z Rosji, gdzie kierowcy stosują tego typu kamery w celu zabezpieczenia własnych interesów na wypadek natknięcia się na skorumpowanego policjanta (o co niestety nietrudno...). U nas motywy takiego działania są nieco inne, ale nie zmienia to faktu, że wideorejestratory mają do odegrania ogromną rolę społeczną - mają pomóc wyłapać piratów drogowych i drobnych cwaniaczków, którzy czują się królami szos.
Co bardzo ważne, kierowcę można ukarać nie tylko na podstawie zdjęć z fotoradarów czy naocznej relacji policjanta, ale też dzięki filmom z kamer monitoringu czy tych zamontowanych w samochodach. To potężne oręże w walce z piratami - można powiedzieć, że to działanie społecznościowe - w dobie Facebooka bardzo na czasie. W przypadku filmów z kamer samochodowych i wykroczeń, właściciel nagranego pojazdu jest zazwyczaj wzywany na komendę. Wybór ma jak przy zdjęciu z fotoradaru. Może przyjąć mandat albo pójść do sądu. Być może jest to realna szansa na zmniejszenie liczby wykroczeń na polskich drogach?