Z autami w Polsce jest niestety tak, że nie przejmujemy się ich stanem technicznym dopóty, dopóki nie rozkraczy nam się w trakcie podróży. Przeglądy okresowe uznajemy za mało istotne, wszelkie stuki, puki i warkoty w radosny sposób ignorujemy. Bo przecież skoro jedzie, to wszystko jest w porządku. To niestety krótkowzroczne myślenie. Bo czy wyobrażacie sobie, żeby do lekarza chodzić tylko w stanie zagrożenia życia?
Zapobiegać jest zdecydowanie łatwiej, niż leczyć. Ostatnio przekonałem się o tym dobitnie podczas wizyty u mechanika. Trafiłem tam z pierdołą, a okazało się "przy okazji", że kilka miesięcy temu powinienem wymienić w moim aucie rozrząd. Układ był już w tak złym stanie, że tak naprawdę działał "na słowo honoru". Kilkaset złotych w plecy, ale przynajmniej wiem, że usterka akurat tego elementu już mi nie grozi. Co nie znaczy oczywiście, że nie będę musiał zaparkować na awaryjnych i rozstawić trójkąt z innego powodu.
No właśnie... Tylko że przecież wciąż zepsuć się może kilkadziesiąt innych elementów samochodu. Może więc nie ma senus się przejmować rutynowymi naprawami i po prostu jeździć do bólu?
niedziela, 27 listopada 2011
niedziela, 20 listopada 2011
Sodoma i gomora, czyli weekend na polskich drogach
Mija kolejny weekend, który z pewnością przyniósł kolejne ofiary na polskich drogach. Przyznam, że dla mnie - aktywnego użytkownika polskich dróg - każdorazowe podsumowanie statystyk "weekendowych" brzmi przerażająco. Szczególnie jeśli dużo podróżuje się po kraju i jest się "na widelcu" tych, którzy przepisy ruchu drogowego mają za nic...
Ale co się dziwić, że ludziom się śpieszy, skoro nasz kraj wcale taki mały nie jest, a przecież jakoś trzeba odwiedzić rodzinę. Drogi jakie są, każdy widzi, więc jak tylko pojawi się kawałek nowego asfaltu (albo chociaż takiego, który nie przypomina starego naleśnika) trzeba nadgonić czas stracony podczas podróży z przepisową prędkością 90 km/h. Nie ma przy tym znaczenia, że akurat zaczęło się miasto - jak droga ma porządną nawierzchnię, to już pech mieszkańców... Dlatego cieszę się, że rozkłada fotoradary straż miejska, wspierając przy tym drogówkę. Niech kasują piratów i innych cwaniaków!
Ale co się dziwić, że ludziom się śpieszy, skoro nasz kraj wcale taki mały nie jest, a przecież jakoś trzeba odwiedzić rodzinę. Drogi jakie są, każdy widzi, więc jak tylko pojawi się kawałek nowego asfaltu (albo chociaż takiego, który nie przypomina starego naleśnika) trzeba nadgonić czas stracony podczas podróży z przepisową prędkością 90 km/h. Nie ma przy tym znaczenia, że akurat zaczęło się miasto - jak droga ma porządną nawierzchnię, to już pech mieszkańców... Dlatego cieszę się, że rozkłada fotoradary straż miejska, wspierając przy tym drogówkę. Niech kasują piratów i innych cwaniaków!
czwartek, 17 listopada 2011
(Nie) bezpieczne polskie drogi!
Rodzime drogi to jaskrawy przykład patologii i zdziczenia społecznego. Jestem za bezlitosnym karaniem nie tylko oszołomów, którzy wyprzedzają na podwójnej ciągłej, zakrętach i "na trzeciego", ale też (a może przede wszystkim) za zabieraniem prawka ludziom, którzy za kierownicą mogą stanowić zagrożenie dla mnie albo moich najbliższych.
Nawet jak się jedzie spokojnie, nie oznacza to jeszcze, że nie będziemy uczestniczyli w kolizji. No bo co zrobić, jeśli nagle zza drzewa wyskoczy nam na czołówkę młodzieniec w swoim stuningowanym Golfie? Hamowanie do zera, wjazd na pobocze albo modlitwa - tylko to nam chyba pozostaje. Na takich nie ma mocnych, nie pomoże nawet nowy taryfikator mandatów...
Dlatego ja, osoba która jeździ rozważnie i nie boi się mandatów, jestem za postawieniem tak dużej sieci fotoradarów, jak to tylko możliwe. Ucieszył mnie pomysł, żeby straż graniczna miała możliwość wlepiania mandatów. Uprawnienia dostali niemal takie jak drogówka!
Nawet jak się jedzie spokojnie, nie oznacza to jeszcze, że nie będziemy uczestniczyli w kolizji. No bo co zrobić, jeśli nagle zza drzewa wyskoczy nam na czołówkę młodzieniec w swoim stuningowanym Golfie? Hamowanie do zera, wjazd na pobocze albo modlitwa - tylko to nam chyba pozostaje. Na takich nie ma mocnych, nie pomoże nawet nowy taryfikator mandatów...
Dlatego ja, osoba która jeździ rozważnie i nie boi się mandatów, jestem za postawieniem tak dużej sieci fotoradarów, jak to tylko możliwe. Ucieszył mnie pomysł, żeby straż graniczna miała możliwość wlepiania mandatów. Uprawnienia dostali niemal takie jak drogówka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
