Z autami w Polsce jest niestety tak, że nie przejmujemy się ich stanem technicznym dopóty, dopóki nie rozkraczy nam się w trakcie podróży. Przeglądy okresowe uznajemy za mało istotne, wszelkie stuki, puki i warkoty w radosny sposób ignorujemy. Bo przecież skoro jedzie, to wszystko jest w porządku. To niestety krótkowzroczne myślenie. Bo czy wyobrażacie sobie, żeby do lekarza chodzić tylko w stanie zagrożenia życia?
Zapobiegać jest zdecydowanie łatwiej, niż leczyć. Ostatnio przekonałem się o tym dobitnie podczas wizyty u mechanika. Trafiłem tam z pierdołą, a okazało się "przy okazji", że kilka miesięcy temu powinienem wymienić w moim aucie rozrząd. Układ był już w tak złym stanie, że tak naprawdę działał "na słowo honoru". Kilkaset złotych w plecy, ale przynajmniej wiem, że usterka akurat tego elementu już mi nie grozi. Co nie znaczy oczywiście, że nie będę musiał zaparkować na awaryjnych i rozstawić trójkąt z innego powodu.
No właśnie... Tylko że przecież wciąż zepsuć się może kilkadziesiąt innych elementów samochodu. Może więc nie ma senus się przejmować rutynowymi naprawami i po prostu jeździć do bólu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz