niedziela, 20 listopada 2011

Sodoma i gomora, czyli weekend na polskich drogach

Mija kolejny weekend, który z pewnością przyniósł kolejne ofiary na polskich drogach. Przyznam, że dla mnie - aktywnego użytkownika polskich dróg - każdorazowe podsumowanie statystyk "weekendowych" brzmi przerażająco. Szczególnie jeśli dużo podróżuje się po kraju i jest się "na widelcu" tych, którzy przepisy ruchu drogowego mają za nic...

Ale co się dziwić, że ludziom się śpieszy, skoro nasz kraj wcale taki mały nie jest, a przecież jakoś trzeba odwiedzić rodzinę. Drogi jakie są, każdy widzi, więc jak tylko pojawi się kawałek nowego asfaltu (albo chociaż takiego, który nie przypomina starego naleśnika) trzeba nadgonić czas stracony podczas podróży z przepisową prędkością 90 km/h. Nie ma przy tym znaczenia, że akurat zaczęło się miasto - jak droga ma porządną nawierzchnię, to już pech mieszkańców... Dlatego cieszę się, że rozkłada fotoradary straż miejska, wspierając przy tym drogówkę. Niech kasują piratów i innych cwaniaków!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz