300 kolizji, 1000 zatrzymanych pijanych kierowców i ponad 40 ofiar - nieźle jak na świąteczny weekend.
Co roku podają tego typu statystyki, a ja co roku nie mogę wyjść z podziwu. No bo kiedy, jak nie w święta, jeździć bezpiecznie? Kiedy może nam bardziej zależeć żeby dojechać do celu. Żeby żyć... Tymczasem każdy okres świąteczny przynosi po prostu jedną wielką drogową masakrę.
Boże narodzenie na drogach
Podczas tegorocznych świąt na własne oczy widziałem trzy naprawdę fatalnie wyglądające wypadki. Za każdym razie auta były po brzegi zapakowane prezentami i jedzeniem. Jakby to robiło jakąkolwiek różnicę czy do kolacji siądzie się o 17 czy pół godziny później. Trochę więcej kolęd przesłuchacie w radio. Pogadacie kilka minut dłużej z rodziną. To naprawdę taka trauma?
A tym, którzy zamierzają zabić się w weekend sylwestrowy, polecam świetny tekst o tym kiedy można prowadzić auto po alkoholu. Wbrew pozorom sześć godzin snu i porządne śniadanie nie wystarczy. Nawet jak wcześniej zrobicie podkład z bigosu i golonki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz