Minął kolejny świąteczny weekend, czas więc na kolejną porcję mega sensacyjnych wieści ze świata wypadków drogowych!
W tym roku polska drogówka serwuje kilka naprawdę łamiących informacji. Zatrzymano mniej nietrzeźwych kierowców niż rok wcześniej. Zanotowano mniej kolizji drogowych i mniej ofiar śmiertelnych.
Jakie wnioski płyną z tych danych? Absolutnie żadne. Na pewno nie można domniemywać, że polscy kierowcy nagle stali się ostrożniejsi i przestali pić alkohol. Święta na drogach to bardzo specyficzny czas, kiedy nikomu - teoretycznie - nie powinno się śpieszyć, ale jednak każdy pędzi na złamanie karku byleby tylko być już w domu.
Ja od dawna uważam, że podawanie tych liczb nie ma żadnego sensu i nikomu nie służy. Statystyki uzależnione są od tak wielu zmiennych, że po prostu nie da się na ich podstawie wyciągnąć żadnych racjonalnych wniosków. Po co więc się tym chwalić albo odwrotnie - straszyć ludzi? Proponuję więc dać sobie spokój z tymi głupotami.
piątek, 28 grudnia 2012
sobota, 22 grudnia 2012
Święta... najbezpieczniejszy czas w roku?
Przed nami długi świąteczny weekend. Dla wielu osób to czas intensywnego przemieszczania się samochodem po całej Polsce. Fachowcy wyliczyli, że korki w tych dniach są na tyle intensywne, że... średnia prędkość spada poniżej 10 km/h. To mniej więcej tyle, ile śmiga na nartach Justyna Kowalczyk, kiedy jest już bardzo zmęczona kilkugodzinnym treningiem.
Jak to więc możliwe, że w tych dniach jest też najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym? Moim zdaniem winna jest po prostu statystyka. Jeśli na drogach jest więcej kierowców, więc większa ich liczba może ucierpieć w wypadkach. Trudno uzasadniać wypadkowość przesadną brawurą kierowców - przecież każdy chce żyć...
A w tym roku przed świętami pojawiły się jeszcze piękne nowe fotoradary.
Teoretycznie jednak, skoro jeździmy tak wolno, nikt nie powinien ginąć. A jednak, mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Niestety do poprawy tego stanu nie przyczynia się też opatrzność i aura. W tegoroczne święta Bożego Narodzenia pogoda znowu ma być mocno zmienna, a IMGW już dwa dni temu ostrzegło o niebezpiecznej gołoledzi.
W każdym razie - jeźdźcie ostrożnie!
Jak to więc możliwe, że w tych dniach jest też najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym? Moim zdaniem winna jest po prostu statystyka. Jeśli na drogach jest więcej kierowców, więc większa ich liczba może ucierpieć w wypadkach. Trudno uzasadniać wypadkowość przesadną brawurą kierowców - przecież każdy chce żyć...
A w tym roku przed świętami pojawiły się jeszcze piękne nowe fotoradary.
Teoretycznie jednak, skoro jeździmy tak wolno, nikt nie powinien ginąć. A jednak, mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Niestety do poprawy tego stanu nie przyczynia się też opatrzność i aura. W tegoroczne święta Bożego Narodzenia pogoda znowu ma być mocno zmienna, a IMGW już dwa dni temu ostrzegło o niebezpiecznej gołoledzi.
W każdym razie - jeźdźcie ostrożnie!
środa, 19 grudnia 2012
Nawet media przestraszyły się fotoradarów!
Paranoja z fotoradarami trwa nadal. Temat podchwyciła ogólnopolskie, "duże" media i zrobiły newsa w głównych wydaniach swoich znajomości. O co chodzi? O to, że fotoradary stawiane są w miejscach bezpiecznych, gdzie grzanie ponad wyznaczony limit powinno być dozwolone? A może o to, że fotoradary stawiane są w miejscach, w których kierowcy się ich nie spodziewają?
Tego typu prawdy objawione głoszą nie tylko kierowcy i tzw. specjaliści branży, ale też, o zgrozo, przedstawiciele władzy. A ja nie rozumiem o co chodzi. Dlaczego w naszym kraju każdy przepis musi być egzekwowany z przymrużeniem oka? Przecież skoro jest znak ograniczający prędkość, skoro są przepisy określające jak szybko można jechać, to skąd zdziwienie, że policja czy ITD po prostu egzekwują prawo? Powiedzmy wprost: prędkości nie wolno przekraczać nawet na teoretycznie bezpiecznej i nowej drodze. Prawo jest surowe i równe dla wszystkich i nie powinno być ulg dla tych, którym się bardziej śpieszy albo mają bardziej nowoczesne (i bezpieczniejsze) auta.
niedziela, 16 grudnia 2012
Opony zimowe - świetny test porównawczy
Z oponami zimowymi jest jak ze smarem w nartach Justyny Kowalczyk - w sumie nie wiadomo tak naprawdę co robią, ale bez nich poruszanie się w trudnych warunkach jest bardzo trudne.
Dla mnie siła opon zimowych nie leży wcale w świetnej przyczepności na śniegu. Jak jest biało to i tak trzeba bardzo uważać, niezależnie od rodzaju ogumienia. Jazda po śniegu wymaga po prostu wprawy i techniki.
Ale na deszczu czy błocie pośniegowym różnica jest gigantyczna. Jak duża? O tym najłatwiej się przekonać oglądając różnego rodzaju testy zimowe. Poniżej jeden z nich, który daje do myślenia!
środa, 28 listopada 2012
Testy EuroNCAP nowych modeli
Nigdy nie byłem wielkim fanem testów zderzeniowych. Z jednej strony są w pewnym sensie wyznacznikiem bezpieczeństwa (albo jego braku) danego modelu, ale coraz częściej są wykorzystywane do realizowania bardziej celów marketingowych, niż jakichkolwiek innych. Samochód musi uzyskać minimum cztery gwiazdki, więc projektujemy auto tak, żeby sprawdziło się w testach. A te od lat są takie same, przez co koncerny mają znacznie ułatwione zadanie...
Ostatnio na "warsztat" ta europejska organizacja wzięła m.in. Volkswagena Golfa VII, Forda Fiestę czy Skodę Rapid. Jak wypadły testy zderzeniowe? Ocena maksymalna dla wszystkich. W grupie testowanych aut gorzej wypadła za to Dacia Lodgy.
I co z tego? Absolutnie nic. Standaryzacja testów i fakt, że są one przeprowadzane w warunkach absolutnie laboratoryjnych (teoretycznych) nie pozwala wyciągać żadnych wniosków na ich podstawie. Prosty przykład: jak się zderzy Ford Fiesta z rozpędzonym TIRem to będzie znacznie bardziej uszkodzony niż przy walnięciu w nieruchomą przeszkodę!
Ostatnio na "warsztat" ta europejska organizacja wzięła m.in. Volkswagena Golfa VII, Forda Fiestę czy Skodę Rapid. Jak wypadły testy zderzeniowe? Ocena maksymalna dla wszystkich. W grupie testowanych aut gorzej wypadła za to Dacia Lodgy.
I co z tego? Absolutnie nic. Standaryzacja testów i fakt, że są one przeprowadzane w warunkach absolutnie laboratoryjnych (teoretycznych) nie pozwala wyciągać żadnych wniosków na ich podstawie. Prosty przykład: jak się zderzy Ford Fiesta z rozpędzonym TIRem to będzie znacznie bardziej uszkodzony niż przy walnięciu w nieruchomą przeszkodę!
niedziela, 25 listopada 2012
Motocykle będą musiały mieć ABS!
Europejskie władze w końcu wzięły się poważnie za temat bezpieczeństwa motocyklistów. Motocykle od lat są bardzo pobłażliwie traktowane przez prawodawców. W konsenwencji sprawa bezpieczeństwa i odpowiedzialności za życia motocyklistów jest przerzuca na... kierowców samochodów. Pokutuje przekonanie, że w kwestii poprawy bezpieczeństwa kierujących motocyklami niewiele da się zrobić.
Okazuje się jednak, że to nie prawda. Od 2016 r. wszystkie ciężkie motocykle oferowane na terenie Unii Europejskiej muszą posiadać system ABS. Nowe prawo miałoby dotyczyć wszystkich motocykli o pojemności silnika większej niż 125 cm3. Motocykle lżejsze mają z kolei otrzymać system CBS (zwiększający siłę hamowania). ABS w motocyklach to prawdziwa rewolucja w przepisach.
Kolejny pomysł zakłada nakaz jazdy na światłach drogowych w każdym kraju i w każdych warunkach atmosferycznych. Trwają prace nad wdrożeniem systemu, który będzie automatycznie uruchamiał światła mijania w momencie uruchomienia silnika motocykla.
Okazuje się jednak, że to nie prawda. Od 2016 r. wszystkie ciężkie motocykle oferowane na terenie Unii Europejskiej muszą posiadać system ABS. Nowe prawo miałoby dotyczyć wszystkich motocykli o pojemności silnika większej niż 125 cm3. Motocykle lżejsze mają z kolei otrzymać system CBS (zwiększający siłę hamowania). ABS w motocyklach to prawdziwa rewolucja w przepisach.
Kolejny pomysł zakłada nakaz jazdy na światłach drogowych w każdym kraju i w każdych warunkach atmosferycznych. Trwają prace nad wdrożeniem systemu, który będzie automatycznie uruchamiał światła mijania w momencie uruchomienia silnika motocykla.
sobota, 24 listopada 2012
Nowe fotoradary wyciągną kasę z kierowców, ale czy poprawią bezpieczeństwo
Od lat zastanawiam się nad zasadnością stawiania fotoradarów na niemal każdym zakręcie dróg krajowych. W moim odczuciu nie zmuszają one kierowców do wolniejszej jazdy, a co najwyżej do ostrego hamowania w miejscach potencjalnej kontroli. Statystyki policyjne dotyczące ukaranych mandatem kierowców rosną (no bo czemu miałyby spadać, skoro mapa fotoradarów jest coraz bardziej gęsta). A to z kolei tworzy wśród opinii publicznej przekonanie, że władze naszego kraju dobrze radzą sobie z zadaniem poprawy bezpieczeństwa na drogach. Ale czy tak jest w rzeczywistości?
Wielokrotnie już czytałem o fotoradarach oślepiających kierowców po zmroku. To spore zagrożenie, szczególnie kiedy światło flesza odbija się od mokrej nawierzchni. Niezpieczne są też reakcje kierowców, którzy wciskają do podłogi pedał hamulca kiedy tylko zobaczą fotoradar...
Od dawna uważam, że sposobem na skuteczną walkę z piratami jest zwiększenie liczby radiowozów z wideorejestratorami. Czy ktoś to w końcu pojmie?
Wielokrotnie już czytałem o fotoradarach oślepiających kierowców po zmroku. To spore zagrożenie, szczególnie kiedy światło flesza odbija się od mokrej nawierzchni. Niezpieczne są też reakcje kierowców, którzy wciskają do podłogi pedał hamulca kiedy tylko zobaczą fotoradar...
Od dawna uważam, że sposobem na skuteczną walkę z piratami jest zwiększenie liczby radiowozów z wideorejestratorami. Czy ktoś to w końcu pojmie?
wtorek, 13 listopada 2012
Mieszkasz w mieście? Zapłacisz wyższe OC!
Ubezpieczenie OC może być albo tanie albo drogie. Właściwie to jedyna dwa przymiotniki, którymi da się opisać to obowiązkowe obciążenie finansowe każdego kierowcy. No bo przecież nie powiemy, że jest lepsze albo gorsze, skoro jego zakres i sposób sprawowania ochrony reguluje ustawa...
Okazuje się, że ceny ubezpieczeń znacznie się różnią nie tylko jeśli porównać kilku ubezpieczycieli. Ogromne różnice występują też w sytuacji, kiedy porównamy... miejsce zamieszkania kierowcy. Czyli jest jak zwykle - mieszkasz w większym mieście, zarabiasz więcej pieniędzy = możesz nam zapłacić większą stawkę.
To kolejny dowód na to, że ceny tych świadczeń wynoszą tyle, ile po prostu klienci są w stanie za nie zapłacić. Ni mniej ni więcej. A że w Warszawie kierowców stać na więcej niż w Ustrzykach Dolnych - ci stołeczni mają droższe paliwo i ubezpieczenie OC. No to teraz wszyscy powinniśmy się przeprowadzić na prowincję!
Porównanie cen OC tutaj. Polecam!
Okazuje się, że ceny ubezpieczeń znacznie się różnią nie tylko jeśli porównać kilku ubezpieczycieli. Ogromne różnice występują też w sytuacji, kiedy porównamy... miejsce zamieszkania kierowcy. Czyli jest jak zwykle - mieszkasz w większym mieście, zarabiasz więcej pieniędzy = możesz nam zapłacić większą stawkę.
To kolejny dowód na to, że ceny tych świadczeń wynoszą tyle, ile po prostu klienci są w stanie za nie zapłacić. Ni mniej ni więcej. A że w Warszawie kierowców stać na więcej niż w Ustrzykach Dolnych - ci stołeczni mają droższe paliwo i ubezpieczenie OC. No to teraz wszyscy powinniśmy się przeprowadzić na prowincję!
Porównanie cen OC tutaj. Polecam!
niedziela, 28 października 2012
Opony zimowe vs. letnie
Podobno w naszym kraju jest znaczny odsetek kierowców, którzy wciąż uważają, że opony zimowe to ekstrawagancja i tak naprawdę nie ma potrzeby, żeby w nie inwestować pieniędzy. Poniżej prezentuję więc bardzo ciekawy test wideo, który zrobili specjaliście z brytyjskiego magazynu motoryzacyjnego. Mam nadzieję, że ostatecznie przekona niedowiarków do tego, że opony zimowe to jednak konieczność, a nie fanaberia i wymysł koncernów motoryzacyjnych!
Tylko w Polsce - autostrady nie dla TIRów!
Władze jednego z polskich miast domagają się wprowadzenia zakazu jazdy na odcinku autostrady prowadzącym do tego miasta. Powód? Ciężkie samochody poruszające się po autostradzie będą zjeżdżać wprost do centrum miasta.
Logika władz jest więc taka: niech TIRy zjadą wcześniej i rozjeżdżają lokalne drogi - dodajmy, że drogi jeszcze gorzej przygotowane na przyjęcie samochodów ciężkich, niż drogi miejskie. Absurd tej sytuacji jest jednak tylko połowiczny: pokazuje przede wszystkim, jak bezmyślnie planuje się budowanie i oddawanie do użytku kolejnych etapów autostrad.
W tym konkretnym wypadku w grę wchodzi autostrada A4 i miasto Tarnów.
Tym razem problem polega na tym, że droga prowadzi do miasta, ale nie ma jej za miastem. TIRy nie mają więc innego wyjścia, jak wjechać do miasta i ruszyć dalej drogą krajową. Nie są tu winni ani kierowcy ani władze miasta. Po prostu GDDKiA idiotycznie zaplanowała oddanie tego odcinka - trzeba go było nie oddawać albo wybudować kilka kilometrów więcej, aby TIRy zjechały z niej już za miastem...
Logika władz jest więc taka: niech TIRy zjadą wcześniej i rozjeżdżają lokalne drogi - dodajmy, że drogi jeszcze gorzej przygotowane na przyjęcie samochodów ciężkich, niż drogi miejskie. Absurd tej sytuacji jest jednak tylko połowiczny: pokazuje przede wszystkim, jak bezmyślnie planuje się budowanie i oddawanie do użytku kolejnych etapów autostrad.
W tym konkretnym wypadku w grę wchodzi autostrada A4 i miasto Tarnów.
Tym razem problem polega na tym, że droga prowadzi do miasta, ale nie ma jej za miastem. TIRy nie mają więc innego wyjścia, jak wjechać do miasta i ruszyć dalej drogą krajową. Nie są tu winni ani kierowcy ani władze miasta. Po prostu GDDKiA idiotycznie zaplanowała oddanie tego odcinka - trzeba go było nie oddawać albo wybudować kilka kilometrów więcej, aby TIRy zjechały z niej już za miastem...
środa, 24 października 2012
Sami będziemy tankować autogaz. Wszyscy zginiemy!
Od przyszłego roku sami będziemy tankowali na stacjach autogaz. Dzięki temu podobno ma być taniej. Czy mnie to cieszy? Nie bardzo... raczej przeraża!
No bo czy zmieniła się technologia podawania i tłoczenia gazu? Czy będziemy musieli przerabiać w naszych autach wlewy autogazu? Czy w końcu ktokolwiek przeszkoli kierowcę na okoliczność samodzielnego tankowania? Otóż nie. Nie zmieni się nic oprócz przepisów. Wczoraj coś było zabronione, a dzisiaj już nie. To kolejny absurd polskiej motoryzacji!
Tani autogaz to oczywiście dobra wiadomość dla polskich ciułaczy. Ale ja twierdzę, że to jest bardzo lekkomyślne postępowanie. Oczywiście - gaz można samodzielnie tankować na przykład w Niemczech. Tyle że tam technologia tłoczenia jest zupełnie inna, a instalacje w autach znacznie bardziej nowoczesne (żeby móc zarejestrować auto na gaz w Niemczech, trzeba mieć specjalny certyfikat bezpieczeństwa. W praktyce instalacje LPG na rynek niemiecki kosztują prawie dwa razy więcej niż na polski. To chyba o czymś świadczy?
No bo czy zmieniła się technologia podawania i tłoczenia gazu? Czy będziemy musieli przerabiać w naszych autach wlewy autogazu? Czy w końcu ktokolwiek przeszkoli kierowcę na okoliczność samodzielnego tankowania? Otóż nie. Nie zmieni się nic oprócz przepisów. Wczoraj coś było zabronione, a dzisiaj już nie. To kolejny absurd polskiej motoryzacji!
Tani autogaz to oczywiście dobra wiadomość dla polskich ciułaczy. Ale ja twierdzę, że to jest bardzo lekkomyślne postępowanie. Oczywiście - gaz można samodzielnie tankować na przykład w Niemczech. Tyle że tam technologia tłoczenia jest zupełnie inna, a instalacje w autach znacznie bardziej nowoczesne (żeby móc zarejestrować auto na gaz w Niemczech, trzeba mieć specjalny certyfikat bezpieczeństwa. W praktyce instalacje LPG na rynek niemiecki kosztują prawie dwa razy więcej niż na polski. To chyba o czymś świadczy?
poniedziałek, 22 października 2012
Coraz więcej wypadków. Mandaty muszą być wyższe!
Policjanci zwrócili się do polityków z apelem dotyczącym podwyżki mandatów. Ich zdaniem kary są zbyt mało dotkliwe i prowokują bogatszych kierowców do szybkiej i ryzykownej jazdy. Bo przecież skoro mają więcej pieniędzy, to i stać ich na szybsze auta.
Dlaczego politycy nie chcą tego ukrócić? To tajemnica poliszynela. Plotki głoszą, że nie jest to na rękę wpływowemu posłowi Jackowi Kurskiemu, który słynie z historycznych wyczynów na drogach. Ostatnio całe Niemcy przejechał wszerz w zaledwie 5,5 godziny. Celnikom nie chciało się wierzyć. Kurski powiedział jednak nieskromnie, że następnym razem poprawi ten wynik. Fakt, że działo się to na niemieckiej autostradzie o niczym nie świadczy. Gdyby pan poseł jechał trochę wolniej, być może zauważyłby, że brak ograniczeń prędkości obowiązuje tylko na określonych odcinkach, a za przejazd np. przez węzeł autostradowy lub obwodnicę miasta z prędkością 180 km/h można stracić prawo jazdy.
Czego nas uczy ta historia? Ano tego, że Polak potrafi. I albo dobijemy do europejskiej średniej, czyli radykalnie podwyższymy stawki mandatów albo skierujemy się na wschód, gdzie mandaty niby są, ale i tak nikt ich nie płaci, bo taniej i łatwiej jest dać policjantowi w łapę...
Ja w każdym razie wierzę, że pójdziemy drogą rozsądki i w przyszłym roku mandaty będą wyższe.
Dlaczego politycy nie chcą tego ukrócić? To tajemnica poliszynela. Plotki głoszą, że nie jest to na rękę wpływowemu posłowi Jackowi Kurskiemu, który słynie z historycznych wyczynów na drogach. Ostatnio całe Niemcy przejechał wszerz w zaledwie 5,5 godziny. Celnikom nie chciało się wierzyć. Kurski powiedział jednak nieskromnie, że następnym razem poprawi ten wynik. Fakt, że działo się to na niemieckiej autostradzie o niczym nie świadczy. Gdyby pan poseł jechał trochę wolniej, być może zauważyłby, że brak ograniczeń prędkości obowiązuje tylko na określonych odcinkach, a za przejazd np. przez węzeł autostradowy lub obwodnicę miasta z prędkością 180 km/h można stracić prawo jazdy.
Czego nas uczy ta historia? Ano tego, że Polak potrafi. I albo dobijemy do europejskiej średniej, czyli radykalnie podwyższymy stawki mandatów albo skierujemy się na wschód, gdzie mandaty niby są, ale i tak nikt ich nie płaci, bo taniej i łatwiej jest dać policjantowi w łapę...
Ja w każdym razie wierzę, że pójdziemy drogą rozsądki i w przyszłym roku mandaty będą wyższe.
sobota, 29 września 2012
Szkolenia redukujące punkty karne tylko do końca roku
Już wkrótce zmienią się przepisy dotyczące możliwej obniżki punktów karnych przez kierowców zagrożonych utratą prawa jazdy z powodu dużej liczby wykroczeń. Tylko do końca roku mogą oni odbyć specjalne (płatne) szkolenie, dzięki któremu mogą obniżyć ilość punktów. Nareszcie rząd naszego cudownego kraju likwiduje ten absurd!
Możliwość wykupienia szkolenia i redukcji punktów karnych była złym pomysłem. Po pierwsze nie działała prewencyjnie - szczególnie w sytuacji, kiedy mandaty w naszym kraju są śmiesznie małe. Pop drugie - zakładała, że punkty karne można sprzedać. Za pieniądze i własny czas. To było trochę zbyt łatwe... "Mandat z fotoradaru mi niestraszny - pójdę na szkolenie i sobie go skasuję". Z takim podejściem trzeba było skończyć!
Znam wiele osób, które otwarcie przyznają, że po prostu opłaca im się przekraczać prędkość. Wolą być gdzieś 10 minut szybciej niż jechać zgodnie z przepisami. Tych kilkaset złotych mandatu raz na jakiś czas po prostu im się kalkuluje w ogólnym rozliczeniu. Teraz, mam nadzieję, nowe przepisy zmuszą do nieco innych zachowań.
O tym, jak będzie wyglądać zbijanie punktów karnych po nowym roku możecie poczytać TUTAJ.
Możliwość wykupienia szkolenia i redukcji punktów karnych była złym pomysłem. Po pierwsze nie działała prewencyjnie - szczególnie w sytuacji, kiedy mandaty w naszym kraju są śmiesznie małe. Pop drugie - zakładała, że punkty karne można sprzedać. Za pieniądze i własny czas. To było trochę zbyt łatwe... "Mandat z fotoradaru mi niestraszny - pójdę na szkolenie i sobie go skasuję". Z takim podejściem trzeba było skończyć!
Znam wiele osób, które otwarcie przyznają, że po prostu opłaca im się przekraczać prędkość. Wolą być gdzieś 10 minut szybciej niż jechać zgodnie z przepisami. Tych kilkaset złotych mandatu raz na jakiś czas po prostu im się kalkuluje w ogólnym rozliczeniu. Teraz, mam nadzieję, nowe przepisy zmuszą do nieco innych zachowań.
O tym, jak będzie wyglądać zbijanie punktów karnych po nowym roku możecie poczytać TUTAJ.
środa, 26 września 2012
Bezzałogowy samochód dopuszczony do ruchu
Takie cuda tylko w Ameryce. Samochód, który od kilku lat testuje i lansuje koncern Google, może legalnie poruszać się po drogach publicznych. To pierwszy krok do całkowicie odczłowieczonego ruchu drogowego, w którym to mikroprocesory będą wyręczać ludzi podczas jazdy autem. Czy to dobry pomysł? Mam sporo wątpliwości...
Po pierwsze, bezpieczeństwo takiego systemu poruszania się będzie zależeć od komputerów. Oczywiście - komputery nie są rozkojarzone, nie upijają się i nie dają ponieść emocjom. Ale to wciąż komputery. Będą zawsze reagować bezdusznie, bez empatii i współczucia. Ale nie będą przewidywać potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, jakie mogą się zdarzyć na drodze. Ruch drogowy to nie szachy, w których liczba kombinacji jest przewidywalna. Mówiąc bardziej obrazowo, komputer nie wygra w tenisa z Agnieszką Radwańską właśnie z powodu schematyzmu postępowania. A, jak wiadomo, podczas poruszania się po drogach - szczególnie w naszym kraju - wysoki poziom antycypacji jest bardzo pożądany...
Do sprawy na pewno będę wracał, bo temat jest - przyznacie - dość fascynujący!
Samochód bez kierowcy - polecam ten tekst
Po pierwsze, bezpieczeństwo takiego systemu poruszania się będzie zależeć od komputerów. Oczywiście - komputery nie są rozkojarzone, nie upijają się i nie dają ponieść emocjom. Ale to wciąż komputery. Będą zawsze reagować bezdusznie, bez empatii i współczucia. Ale nie będą przewidywać potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, jakie mogą się zdarzyć na drodze. Ruch drogowy to nie szachy, w których liczba kombinacji jest przewidywalna. Mówiąc bardziej obrazowo, komputer nie wygra w tenisa z Agnieszką Radwańską właśnie z powodu schematyzmu postępowania. A, jak wiadomo, podczas poruszania się po drogach - szczególnie w naszym kraju - wysoki poziom antycypacji jest bardzo pożądany...
Do sprawy na pewno będę wracał, bo temat jest - przyznacie - dość fascynujący!
Samochód bez kierowcy - polecam ten tekst
wtorek, 25 września 2012
Zimówki całoroczne, czyli o oponach ciąg dalszy
Jak już wiemy, polscy kierowcy nie wierzą w sensowność sezonowej zmiany opon. Co ciekawe, w tym roku w sezonie letnim na oponach zimowych poruszało się więcej kierowców, niż w lecie 2011. Kryzys? Oszczędności są przecież tylko pozorne. Ale mądry Polak po szkodzie...
Wprawdzie na zmianę opon jeszcze jest czas, ale ci kierowcy, którzy jeszcze nie kupili nowych gum na nadchodzący sezon powinni już powoli myśleć o zakupie. Zaczyna się bowiem sezonowy szczyt, kiedy najpierw oblężenie przeżyją sklepy z oponami, a potem gumiarze, którzy będą je musieli założyć na felgi.
Tymczasem wielu kierowców po prostu sobie wymianę odpuści. Bo mają założone zimówki od zeszłego roku. Bo pojeżdżą na letnich - przecież w mieście nie ma zimy... To nic, że zimówki w lecie piszczą niemiłosiernie - w końcu weterani twierdzą, że piszczą tylko przez pierwsze dwa tygodnie jazdy po ciepłym asfalcie. Potem się docierają (ścierają?).
A o tym kiedy zmienić opony i dlaczego mimo wszystko warto to robić, przeczytacie w tym tekście.
Wprawdzie na zmianę opon jeszcze jest czas, ale ci kierowcy, którzy jeszcze nie kupili nowych gum na nadchodzący sezon powinni już powoli myśleć o zakupie. Zaczyna się bowiem sezonowy szczyt, kiedy najpierw oblężenie przeżyją sklepy z oponami, a potem gumiarze, którzy będą je musieli założyć na felgi.
Tymczasem wielu kierowców po prostu sobie wymianę odpuści. Bo mają założone zimówki od zeszłego roku. Bo pojeżdżą na letnich - przecież w mieście nie ma zimy... To nic, że zimówki w lecie piszczą niemiłosiernie - w końcu weterani twierdzą, że piszczą tylko przez pierwsze dwa tygodnie jazdy po ciepłym asfalcie. Potem się docierają (ścierają?).
A o tym kiedy zmienić opony i dlaczego mimo wszystko warto to robić, przeczytacie w tym tekście.
niedziela, 23 września 2012
Co pokazuje policjant?
Pytanie zawarte w tytule jest, może i prowokacyjne, ale jak najbardziej sensowne. Twierdzę, że polscy kierowcy nie mają pojęcia, co pokazuje im policjant, kiedy steruje ruchem. Kierowcy nie rozumieją, nawet jeśli policjant wskaże ich palcem i obrazowo pokaże co mają zrobić...
Jest to o tyle dziwne, bo przecież na kursach na prawo jazdy kierowcy muszą to wiedzieć i odpowiedzieć na stosowne pytania w teście. A co potem? Potem zapominamy i szczęśliwi korzystamy w infrastruktury drogowej - w tym ze świateł drogowych. A kiedy zgasną, to albo jest sodoma, gomora i wolna amerykanka albo... pan policjant. Czyli w praktyce wolna amerykanka, tyle że przy akompaniamencie gwizdka...
Jak temu zaradzić? Na przykład od czasu do czasu przypominać sobie, co oznaczają komendy policjantów. To naprawdę nic skomplikowanego i naprawdę wypada to wiedzieć! Sygnalizacja świetlna nawala naprawdę dość często, a w dużych miastach bez pomocy policjantów duże skrzyżowania są po prostu zbyt niebezpieczne.
I jeszcze jedno. Jak nie znacie znaków zastępczych policji drogowej, to trzymajcie się z dala od Korei Północnej - tam w ogóle nie ma świateł i na każdym skrzyżowaniu jest policjant(ka), która pokazuje tak:
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_sYR43hSdYw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Jest to o tyle dziwne, bo przecież na kursach na prawo jazdy kierowcy muszą to wiedzieć i odpowiedzieć na stosowne pytania w teście. A co potem? Potem zapominamy i szczęśliwi korzystamy w infrastruktury drogowej - w tym ze świateł drogowych. A kiedy zgasną, to albo jest sodoma, gomora i wolna amerykanka albo... pan policjant. Czyli w praktyce wolna amerykanka, tyle że przy akompaniamencie gwizdka...
Jak temu zaradzić? Na przykład od czasu do czasu przypominać sobie, co oznaczają komendy policjantów. To naprawdę nic skomplikowanego i naprawdę wypada to wiedzieć! Sygnalizacja świetlna nawala naprawdę dość często, a w dużych miastach bez pomocy policjantów duże skrzyżowania są po prostu zbyt niebezpieczne.
I jeszcze jedno. Jak nie znacie znaków zastępczych policji drogowej, to trzymajcie się z dala od Korei Północnej - tam w ogóle nie ma świateł i na każdym skrzyżowaniu jest policjant(ka), która pokazuje tak:
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/_sYR43hSdYw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
wtorek, 28 sierpnia 2012
Koniec wakacji już blisko, będzie niebezpiecznie?
Zbliża się ostatni weekend wakacji. Jak zwykle policja wzmoży patrole, bo przecież na drogach zaroi się od nieodpowiedzialnych, pijanych, szalonych kierowców. Piraci drogowi będą jeździć zygzakiem, przekraczać prędkość, wyprzedzać na trzeciego i robić całą masę innych, powszechnie zakazanych rzeczy. Czy da się jakoś przed tym obronić?
W moim przekonaniu jest tylko jedna droga do poprawy bezpieczeństwa. Składa się ona z dwóch elementów: prawa, które będzie twardo i zdecydowanie egzekwowane, a także nowych dróg, które będą bezpieczne dla wszystkich. Niestety... Policja na egzekwowanie prawa mobilizuje się tylko kilka razy w roku. Przynajmniej lepiej to wygląda w statystykach. Ale ja nigdy nie wiem, czy te statystyki są tak wysokie, bo rzeczywiście jest tak niebezpiecznie, czy może policja po prostu tak skutecznie łapie...
Co do dróg - cóż, każdy wie jak wyglądają (albo jak nie wyglądają) autostrady w Polsce. Jak się w końcu pojawią, nie będzie wyprzedzania na trzeciego i czołowych zderzeń. Proste to i skuteczne. Niemcy robią tak od lat i pomimo tego, że mieszkańców mają dwa razy więcej niż my, statystyki mają zdecydowanie lepsze!
W moim przekonaniu jest tylko jedna droga do poprawy bezpieczeństwa. Składa się ona z dwóch elementów: prawa, które będzie twardo i zdecydowanie egzekwowane, a także nowych dróg, które będą bezpieczne dla wszystkich. Niestety... Policja na egzekwowanie prawa mobilizuje się tylko kilka razy w roku. Przynajmniej lepiej to wygląda w statystykach. Ale ja nigdy nie wiem, czy te statystyki są tak wysokie, bo rzeczywiście jest tak niebezpiecznie, czy może policja po prostu tak skutecznie łapie...
Co do dróg - cóż, każdy wie jak wyglądają (albo jak nie wyglądają) autostrady w Polsce. Jak się w końcu pojawią, nie będzie wyprzedzania na trzeciego i czołowych zderzeń. Proste to i skuteczne. Niemcy robią tak od lat i pomimo tego, że mieszkańców mają dwa razy więcej niż my, statystyki mają zdecydowanie lepsze!
Czy robaki mogą powodować wypadki?
Kilka lat temu przeczytałem zadziwiający news: pewien mieszkaniec Australii spowodował przedziwny wypadek: na prostej drodze zjechał na przeciwległy pas ruchu i wjechał pod ciężarówkę. Jakimś cudem nic nie stało się ani jemu ani jego pasażerce. Jednak nie to jest w tej historii najdziwniejsze...
Okazało się, że wypadek spowodował nagły spadek widoczności. Kierowca tłumaczył się, że nagle na jego szybie pojawiło się mnóstwo czerwono-czarnych plam, które skutecznie zablokowały wizję i w konsekwencji doprowadziły do wypadku. Te plamy to nic innego, jak insekty. W Australii niestety są one dość duże i przemieszczają się w rojach. Jeśli w taki rój wjedzie samochód, wówczas są poważne problemy z widocznością. Setki insektów natychmiast zamykają dostęp światła do wnętrza pojazdu.
W Polsce może i nie jest aż tak ekstremalnie, ale mimo wszystko warto wiedzieć, jak sprawić, żeby insekty nie przyklejały się do szyb aż tak łatwo. Aby się przed tym ustrzec, zachęcam do przejrzenia ciekawego poradnika: jak usunąć insekty z szyby.
Okazało się, że wypadek spowodował nagły spadek widoczności. Kierowca tłumaczył się, że nagle na jego szybie pojawiło się mnóstwo czerwono-czarnych plam, które skutecznie zablokowały wizję i w konsekwencji doprowadziły do wypadku. Te plamy to nic innego, jak insekty. W Australii niestety są one dość duże i przemieszczają się w rojach. Jeśli w taki rój wjedzie samochód, wówczas są poważne problemy z widocznością. Setki insektów natychmiast zamykają dostęp światła do wnętrza pojazdu.
W Polsce może i nie jest aż tak ekstremalnie, ale mimo wszystko warto wiedzieć, jak sprawić, żeby insekty nie przyklejały się do szyb aż tak łatwo. Aby się przed tym ustrzec, zachęcam do przejrzenia ciekawego poradnika: jak usunąć insekty z szyby.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Coraz więcej kobiet z prawem jazdy. Zagłada?
Jak donoszą media, coraz więcej kobiet posiada prawo jazdy. Dla niektórych to dowód na postępujące równouprawnienie, a dla innych... sygnał, że na drogach jest coraz mniej bezpiecznie. Ja w tym sporze wstrzymam się od głosu.
Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie należy się sugerować płcią przy ocenie umiejętności danego kierowcy. Ale... Ile razy widząc "dziwnie" jadące auto mówiliście, że na prowadzi baba. A potem Wasze przypuszczenia się sprawdzały?
Ile razy widzieliście idiotycznie zaparkowane auto, a potem okazywało się, że pozostawiła je w taki sposób jakaś baba? Takich sytuacji jest mnóstwo i wcale nie jest to oznaka seksizmu - kobiety może i jeżdżą bezpiecznie i ostrożnie, ale popełniają też mnóstwo dziwacznych i niewytłumaczalnych błędów. Oczywiście - popełniają je również faceci. Ale to kobiety są zawsze na świeczniku. Ale czy to tylko siła stereotypu? Mam poważne wątpliwości...
Więcej ciekawych informacji o tym, jak wypada kobieta za kierownicą znajdziecie pod tym linkiem. Polecam!
Bezpieczne auto - co to znaczy?
Znajoma szuka używanego samochodu. Chce, żeby był ładny i bezpieczny. Z definicją "ładności" w sumie nie ma co dyskutować - jak się podoba, to znaczy, że ładny. Gorzej z bezpieczeństwem. No bo co to w sumie oznacza w praktyce?
Teoretycznie każdy w miarę nowoczesny samochód jest bezpieczny - przecież zanim model zostanie dopuszczony do sprzedaży przechodzi rygorystyczne testy. Najpierw auto jest maltretowane w fabryce na wewnętrznych sprawdzianach. Później przeprowadzane są testy zderzeniowe EuroNCAP. Ta europejska instytucja przeprowadza globalne i obiektywne testy, a ich wyniki publikowane są w postaci znanych na całym świecie gwiazdek.
Wiele koncernów produkuje więc auta pod kątem parametrów testowych. Kiedyś mistrzem w tym fachu było Volvo, a ostatnio Renault. Najpopularniejsze marki niemiecki wypadały przeciętnie. To jednak nie przeszkodziło im w nabyciu etykiety auta "bezpiecznego". I pewnie tak jest w rzeczywistości...
Pozostaje pytanie, czym faktycznie kierujemy się w wyborze danego modelu auta - pod kątem bezpieczeństwa, rzecz jasna. Długa maska? Dużo poduszek powietrznych, solidny zderzak? Ta kwestia jest bardzo ciekawa i z pewnością wymaga rozwinięcia - spróbuję przekopać się przez zagraniczne doniesienia i opublikuję wyniki.
niedziela, 29 lipca 2012
Co z tymi autostradami?
Miało być tak pięknie. Każdy kolejny rząd obiecuje, że będzie budował drogi, a w zimie będzie robić plany budowy. Rzeczywistość, jak zwykle, przerasta zarówno tych od planowania, jak i tych od realizacji. Bo w naszym kraju nad drogami wszelakimi wisi klątwa nieukończenia...
Historia z autostradą A1 nadaje się na hollywoodzki film - na pewno dramat, a być może nawet i na thriller lub horror. Podobnie rzecz ma się z autostradą A4 (nie mniej ważną od A1, bo prowadzi prosto na Ukrainę. Rządowi powinno więc zależeć, aby tą autostradę pociągnąć nieco dalej, niż do Krakowa. Może i nawet zależy. Ale, jak już pisałem, rzeczywistość jest druzgocąca: jeden z najważniejszych odcinków bardzo ważnej dla Polski drogi pozostał bez wykonawcy. Przecież skończyło się Euro 2012, więc teraz można już odetchnąć z ulgą i nie ma się gdzie śpieszyć. Kibice już swoje wycierpieli, oficjele przyjechali i szczęśliwie (o dziwo!) odjechali. No to mamy czas - zarówno na poprawki A1, jak i wybór kolejnego wykonawcy na A4.
A może autostrady w Polsce to temat na film science fiction?
sobota, 28 lipca 2012
Opony zimowe będą obowiązkowe
Tak, tak, do tej pory kierowcy wcale nie musieli jeździć w zimie na zimówkach. Tak naprawdę w ogóle nie musieli się przejmować oponami - do momentu, w którym miały więcej niż 4 milimetry bieżnika, były jak najbardziej OK. Natomiast to, czy bieżnik był zimowy czy letni, policjantów nie obchodzi. Zdziwieni?
Ale teraz rząd chce zmienić przepisy i nakazać kierowcom wybór opon odpowiednich do pory roku. Takie przepisy są zresztą w wielu innych europejskich krajach (m.in. w Austrii i Czechach). Znowu jesteśmy więc nieco zapóźnieni, ale do tego jakoś zdążyłem już przywyknąć.
Ciekaw jestem natomiast, czy do zmian przywykną kierowcy. Co zadziwiające, wcale nie tak wielu z nas uważa posiadanie dwóch kompletów opon (albo przynajmniej jednego, ale wielosezonowego) za coś normalnego. Wystarczy zwrócić uwagę w zimie na opony, na jakich poruszają się kierowcy - na moje oko zimówki posiada jakieś 60-70 procent użytkowników dróg.
Ale... do zimy przecież jeszcze daleko i ustawodawcom może się jeszcze odwidzieć :) Tak więc póki co polecam zainteresować się innym tematem: kiedy zmienić opony na letnie.
Spada liczba pijanych kierowców
Według policji, największą bolączką polskich dróg są pijani kierowcy. To oni powodują wypadki, wyprzedzają na trzeciego, walą w pieszych na pasach, nie zatrzymują się przed przejściami. Przecież to takie oczywiste...
Kampanii społecznych przeciwko pijanym kierowcom jest w naszym kraju mnóstwo. Z jednej strony to dobrze, bo problem pijanych kierowców to problem poważny. Jest tylko jedno małe "ale" - pijani kierowcy nie są, w moim przekonaniu, podstawowym problemem na polskich drogach. W mojej opinii największy kłopot mamy z kierowcami jeżdżącymi po prostu niebezpiecznie i nonszalancko - jest prosta droga, to sobie przyspieszę do 150 km/h. Nic nie jedzie, to sobie skręcę w lewo na zakazie. Przejadę na żółtym, bo to przecież tylko "wczesne żółte". I tak dalej...
Dlaczego nie ma kampanii społecznych pod te tematy, a policjanci nie czają się za rogiem i za zakrętem? Bo to mało spektakularne. Drogówka jest tak mało liczna i tak źle zorganizowana, że musi organizować akcje spektakularne, aby w ogóle ktoś zauważył ich istnienie.
Ale dobrze, że w ogóle cokolwiek robią!
środa, 25 lipca 2012
Frustracja za kółkiem
Irytacja, zniecierpliwienie, bezradność - to główne uczucia, które towarzyszą nam za kierownicą samochodu. Ale jakże miałoby być inaczej, skoro polskie drogi wyglądają albo jak szwajcarski ser albo nie ma ich w ogóle. A na tych, które wyglądają w miarę sensownie i gdzie wreszcie można się rozpędzić, stoją fotoradary i jeźdzą nieoznakowane radiowozy wyposażone w fotoradary. No i jak tu się nie wkurzyć?
Naukowcy już dawno udowodnili, że samopoczucie kierowcy ma bezpośredni wpływ na sposób prowadzenia samochodu. Nawet spokojny na pozór człowiek za kierownicą może stać się bezdusznym frustratem, który będzie atakował kałuże i z premedytacją oblewał błotem pieszych. Bo skoro on jest nieszczęśliwy, to niech inni też będą!
Jak temu zaradzić? Przez najbliższych kilkanaście lat, dopóki nie znikną utrudnienia na drogach i zanim nie uporamy się z budową dróg, które już teraz mają status "super pilnych", jesteśmy skazani na rozwiązania doraźne - relaksująca muzyka, środki uspokajające typu papieros, bluzganie przez CB... Jakoś sobie trzeba radzić, prawda?
poniedziałek, 23 lipca 2012
Zlikwidujmy alkohol, będzie bezpieczniej!
Przeczytałem dziś, że "Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji opowiedziała się za zakazem sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych". Argument - kierowcy podjeżdżają po paliwo, a wychodzą z piwkiem. Większego absurdu nie słyszałem od długiego czasu...
Gdyby iść torem myślowym naszych wspaniałych ustawodawców, musielibyśmy zakazać sprzedaży alkoholu w każdym miejscu, do którego można się dostać samochodem. Czyli w praktyce wszędzie. No, może zostałyby tylko schroniska górskie i sklepy przy zielonych granicach. Przecież skoro ktoś wywnioskował, że jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy faktem sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych a liczbą pijanych kierowców, jest zdolny jest do wszystkiego!
A najgorsze, że tego totalnego bubla prawnego poparło Ministerstwo Zdrowia, które swoją drogą zostało postawione pod ścianą - bo przecież im nie wypada nie poprzeć takiego wniosku, nawet jeśli jest z gruntu absurdalny.
Podsumowując, alkohol na stacjach benzynowych musi zostać! Osobie, która wymyśliła takiego bubla proponuję nie pracować po alkoholu. Będzie potem mniej wstydu.
Będzie więcej fotoradarów. Hurrra!
Rządowi specjaliści od bezpieczeństwa na drogach mają nowy-stary pomysł: dostawka fotoradarów. Podobno 300 nowych urządzeń ma radykalnie zmniejszyć liczbę wypadków. Jest to logiczne tylko na pierwszy rzut oka. W praktyce to kolejny bubel, który ani nie przyniesie żadnych korzyści w postaci poprawy bezpieczeństwa, ani nie zwiększy wpływów do budżetu. Oczywiście do momentu, kiedy nie zostanie uszczelniony system, który jest wdrożony już teraz.
Po pierwsze, użytkownicy bardzo często nie przyjmują mandatów z fotoradarów. Wymówek jest całe mnóstwo: a to zdjęcie nieczytelne, a to kwestionowanie pracy urządzenia albo w ogóle negowanie faktu istnienia fotoradaru (naprawdę). Kiedy nie płacić mandatu - sprawdź!
Uważam, że jedyną szansą na poprawę bezpieczeństwa jest radykalizacja przepisów, a także ich skuteczna egzekucja. Kierowcy muszą poczuć perspektywę dotkliwej kary - wtedy dwa razy pomyślą zanim po piwku albo dwóch wsiądą za kółko. Pomogą w tym też wyższe mandaty, a dla recydywistów - okresowa utrata prawa jazdy...
wtorek, 26 czerwca 2012
Miszczowie, czyli Polacy na rondzie
Nie potrafimy poruszać się po rondach - to niestety przykry fakt. Być może dlatego, że mamy ich ciągle tak niewiele. Kursanci nauki jazdy nie mają gdzie szlifować umiejętności, a potem, już jako kierowcy, jadąc po rondzie wyczyniają po prostu cuda.
Lista zarzutów jest całkiem pokaźna i kompleksowa. Nie potrafimy na rondo wjechać (włączyć się do ruchu) ani zjechać (kto by się przejmował kierunkowskazami?!). Nie jesteśmy sobie życzliwi i wymuszamy pierwszeństwo przejazdu. A to z kolei sprawia, że nagminnie jeździmy najbardziej zewnętrznym pasem - z obawy, że będziemy musieli się potem wpychać, żeby zjechać z ronda. I tak dalej...
Czytaj: rondo kierunkowskazy.
W zachodniej Europie rond jest mnóstwo. W Hiszpanii niemal każde skrzyżowanie jest rondem. I tam nawet obcokrajowiec nie ma problemu z płynną jazdą. Dlaczego? Bo kierowcy są sobie nawzajem życzliwi. Nikt się nie pcha, nie pokazuje swojego nadmuchanego ego (a podobno Hiszpanie temperamentni). Pozostaje tylko liczyć na to, że pierwsze koty za płoty - nabudują tych rond i u nas, my się na początku trochę postukamy, zrobimy kilka crash-testów i w końcu się nauczymy. Oby!
Autostrad będzie jeszcze mniej, bo się rozpadną!
Do tego, że w Polsce autostrad jest jak na lekarstwo zdążyłem się już przyzwyczaić. Ostatnio wręcz byłem zdziwiony, kiedy podróżując po naszym pięknym kraju drogowskazy dumnie kierowały mnie nie w centrum miasta, a na obwodnicę autostradową. Wspaniale, oby tak dalej!
Ale jest też druga strona medalu - nowe drogi budujemy potwornie niechlujnie. Autostrady się rozlatują - pęka warstwa ścieralna, robią się koleiny. Jest to niestety tak powszechne, jak niekończące się utrudnienia na drogach.
Co więcej, otoczenie dróg jest kompletnie niewykończone, brakuje parkingów, miejsc obsługi podróżnych, a czasami pasów awaryjnych... Lista niedoróbek jest niestety całkiem spora. Część z nich wynika zapewne z pośpiechu (przed Euro trzeba było przecież zdążyć!), część po prostu z fatalnego projektu, który ktoś nie wiadomo czemu zatwierdził. Tak to już w naszym kraju jest, że na rzeczy bylejakie czeka się długo, a na coś naprawdę dobrego - niemal w nieskończoność. Ale póki co jedno jest pozytywne - z Polski można już się wydostać nie tylko autostradą A4, ale też nowiutką świeżutką autostradą A1. I z tego należy się cieszyć. Póki jest nic tam nie pękło...
niedziela, 24 czerwca 2012
Mandaty od straży miejskiej - nielegalne?
Polscy politycy za wszelką cenę starają się ograniczyć liczbę kierowców, którzy jeżdżą ze zbyt dużą prędkością. Jednym z pomysłów na ograniczenie liczby wypadków było umożliwienie kontrolowania prędkości przez straż miejską i gminną. Pomysł jak pomysł, ale wykonanie pozostawiło sporo do życzenia...
Z jednej strony to dobrze, że jest więcej fotoradarów - dzięki nim kierowcy w ogóle myślą o swojej prędkości podróżnej. Z drugiej jednak strony mam poważne wątpliwości czy taka polityka ograniczeń i zakazów ma jakikolwiek sens. Bo statystycznie rzez biorąc polski kierowca hamuje jakieś 300 metrów przed fotoradarem i ponownie się rozpędza 300 metrów za nim. Jeśli więc komuś chodziło o ograniczenie prędkości będących aktualnie w obrębie fotoradaru - z pewnością możemy mówić o sukcesie.
Gorzej, że straż miejska zaczęła wykorzystywać nowe narzędzie (fotoradar) jako maszynkę do zarabiania pieniędzy. Mandat z fotoradaru szybko stał się jedynym sensem istnienia wielu straży gminnych... Skomplikowana jest też sama procedura nakładania kary: po tym, jak fotoradar zrobi zdjęcie samochodu jadącego zbyt szybko, na adres właściciela wysyłane jest pismo. Jest tam numer rejestracyjny pojazdu, data i miejsce popełnienia wykroczenia, typ urządzenia czyli fotoradaru, numer świadectwa legalizacyjnego itp. Nie ma natomiast samego zdjęcia... W konsekwencji możemy więc zakwestionować pismo, nie przyjąć mandatu i zażądać rozpatrzenia sprawy przez sąd. Korzysta na tym kierowca, bo nie dostanie wówczas punktów karnych, a tylko grzywnę w wysokości max 500 zł - czyli tyle, ile wynosi najwyższy mandat w naszym pięknym kraju...
Motorower - sposób na miejskie korki
Polskie miasta bywają potwornie zatłoczone. Sposobem na ich odkorkowanie z pewnością są obwodnice i nowe drogi, których w ostatnich latach - trzeba to przyznać - powstaje bardzo dużo. Jednak ścisłe centra miast tak czy inaczej wciąż cierpią z powodu przepełnienia ulic autami - szczególnie, że w coraz większej liczbie miast ogranicza się strefy parkowania na rzecz budowy deptaków wyłącznie dla ruchu pieszego. Tak jest ładniej i ekologiczniej...
Sposobem na ominięcie korków i rozwiązanie problemów z parkowaniem z pewnością jest zmiana środka transportu. Z jednej strony mamy więc komunikację miejską, ale znacznie ciekawszym rozwiązaniem wydaje się być tzw. moped. Rozpędza się on do znacznych prędkości, pali niewiele paliwa i jest ekologiczny.
Jak wygląda bezpieczeństwo poruszania się motorowerem w naszym pięknym kraju? Cóż, wciąż nie jesteśmy Włochami, gdzie kierowcy są przyzwyczajeni do wszechobecnych skuterów i motocykli. U nas motorower nie budzi już zdziwienia, ale kierowcy wciąż nie są zbyt ostrożni. Ale statystyki pokazują, że choć jednośladów szybko przybywa, liczba wypadków nie wzrasta. I to jest mocny argument za zakupem tego typu sprzętu!
środa, 30 maja 2012
Mamy najgorsze drogi na świecie?
Całkiem możliwe... I to nie tylko te lokalne, którymi chyba nikt się nie opiekuje i które trzymają się kupy jedynie dzięki sile woli. Stan asfaltu na wielu z nich jest taki, że chyba bezpieczniej byłoby, gdyby były po prostu wykonane z utwardzonej ziemi. Z raportu Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że pod względem jakości dróg zajmujemy 125 miejsce na 132 oceniane kraje. Nic tylko zapaść się pod ziemię... Czy może być jeszcze gorzej?
Jeszcze gorsze drogi niż u nas mają takie "tuzy" światowej logistyki, jak Mołdawia, Mongolia i Haiti. Najważniejszy wniosek raportu jest druzgocący: po wielu polskich drogach po prostu nie da się jeździć bezpiecznie. Mnie to w ogóle nie dziwi - wystarczy zrobić sobie kiedyś "wycieczkę" za miasto drogą lokalną. Ciężko jest tam przejechać rowerem, a samochodu po prostu jest szkoda męczyć w tak trudnym terenie.
A kolejną sprawą są polscy kierowcy. Pirat drogowy to taki ktoś, kto nie ugnie się przed niczym i nikim - on jest najważniejszy na drodze i wszyscy mają mu ustępować. Mam wrażenie, że w naszym kraju minimum 30 proc. kierowców to właśnie tacy piraci... Smutne to.
poniedziałek, 28 maja 2012
Skuter idealny do miasta?
Wyłączając rower, nie jestem zwolennikiem jednośladów. Uważam, że są niebezpieczne i generalnie można sobie napytać większej biedy niż korzyści. Bo przecież obojętnie czy pędzimy 200 km/h ścigaczem czy 60 km/h skuterem - podczas wypadku lub zderzenia nie chroni nas praktycznie nic...
Nie zmienia to faktu, że producenci skuterów reklamują te urządzenia jako idealne w ruchu miejskim. Palą mało, nie stoją w korku i łatwo je zaparkować. Czego chcieć więcej? Dla zainteresowanych polecam poradnik dotyczący tego, jak wybrać skuter.
Ja jednak pozostanę przy samochodzie. Zawsze to nieco więcej blachy, która w razie nagłej potrzeby ochroni życie moje i moich współtowarzyszy podróży. No i dzięki temu nie będę też miał problemów z przewiezieniem dwóch toreb z zakupami :) To nic, że będę raz po raz utykał w korku, że będę tracił więcej paliwa i krążył pod pracą w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do zaparkowania. W uwagi na fakt, że chronię to co mam, czyli własne życie, nigdy nie dam się wsadzić na skuter. No, chyba ze stanie się rewolucja i śmiertelność zmniejszy się do mniej niż 2 proc... :)
sobota, 26 maja 2012
Nowe fotoradary zarabiają za mało?
Nowe fotoradary, lotne kontrole, wideorejestratory... Wszystko po to, aby na drogach było bezpieczniej. Kierowcy obawiali się większej liczby mandatów, a minister finansów zacierał ręce z powodu perspektywy podreperowania budżetu dodatkowymi wpływami. I co? Mandatów jest mniej, wpływy znacznie niższe niż rok temu, a na drogach jak było tak jest - czyli hulaj dusza, policji nie ma!
Informacja mówiąca o małych wpływach z mandatów może sugerować, że jeździmy coraz bezpieczniej. Ale taki wniosek wyciągną tylko naiwniacy. Ci bardziej trzeźwi, będą mieli inny pomysł: Inspekcja Transportu Drogowego (instytucja, która od zeszłego roku kontroluje fotoradary) jest niewydolna i nie potrafi efektywnie zarządzać urządzeniami.
Teraz pojawia się z kolei informacja, że od lipca będzie aż 300 nowych fotoradarów - ponoć najnowszej generacji. Wierzyć mi się nie chce, że to cokolwiek zmieni. Mapa fotoradarów może i będzie bardziej gęsta, ale czy będzie to równoznaczne z większą liczbą wystawionych mandatów i, co jest przecież najważniejsze, zwiększonym bezpieczeństwem? Śmiem wątpić...
środa, 23 maja 2012
Czy na Euro 2012 będzie bezpiecznie?
Nawet największa mobilizacja drogówki nie pomoże, jeśli kierowcy podczas Euro 2012 nie wykażą się kulturą jazdy. Czy jednak Europejczycy będą w stanie przetrwać wielogodzinne korki na drogach wjazdowych do miast-gospodarzy? Czy niskie mandaty i brak punktów karnych nie zachęcą ich do szaleńczej jazdy rodem z gier komputerowych?
Przyznam, że mam co do tego poważne obawy. O polskich kierowców się nie obawiam - jesteśmy przyzwyczajeni do remontów, objazdów, ograniczeń prędkości, żółtych ludzi sterujących ruchem... Ale przyzwyczajeni do autostrad i płynnej jazdy Niemcy, Szwajcarzy czy Holendrzy mogą u nas przeżyć niemały szok (nie mówiąc już o Ukrainie, gdzie pewnie raz po raz będą się zatrzymywać na poboczu, aby zrobić sobie zdjęcie obok Łady, Zaporożca albo innego reliktu komunizmu, który dziwnym trafem jest jeszcze na chodzie).
Wydaje mi się, że na granicach powinniśmy rozdawać obcokrajowcom specjalne broszurki: jak prawidłowo wyprzedać, jakie odstępy trzymać na drogach lokalnych, jak nie dać się sprowokować agresywnemu kierowcy...
Mam nadzieję, że podczas Euro 2012 poziom frustracji i żółci wylewanej na polskie drogi (oby przejezdne) nie będzie tak duży, aby popsuć wszystkim kibicom wspaniałą zabawę.
piątek, 11 maja 2012
Czy ufać testom opon?
Nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej wagi do testów opon, które fundowały nam redakcje mniej lub bardziej profesjonalnych magazynów motoryzacyjnych. Z jednej strony dyskusyjny jest sam fakt doboru opon do testu (bez trudu wykażę, że polska Dębica jest najlepszą oponą - dajcie mi tylko odpowiednich konkurentów), z drugiej - metodologia badania. Nie ulega jednak wątpliwości, że klienci mocno interesują się wynikami takich testów i często na ich podstawie dokonują zakupu. No bo cóż innego im pozostało?
Właściwie jedyne testy, których wyniki są dla mnie miarodajne to te organizowane przez niemiecką organizację ADAC (czyli taki większy i bardziej profesjonalny odpowiednik PZMot). Tegoroczny test opon letnich miał jednego zdecydowanego zwycięzcę: Continental. Nie Pirelli, nie GoodYear, ale właśnie niemiecki Continental. Marka wygrała w praktycznie każdej kategorii.
A ja się zastanawiam, czy gdyby analogiczne testy przeprowadził PZMot, czy wygrałaby Dębica? (o przepraszam, teraz już GoodYear! :)
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Mistrz kierownicy ucieka...
Wszyscy lubimy oglądać filmowe sceny pościgów. Jednak kiedy ekranowa fikcja zmienia się w rzeczywistość i rozgrywa się na naszych oczach, wówczas robi się naprawdę mało ciekawie. Jak bardzo niebezpieczne są tego rodzaju sytuacje? W Ameryce rocznie ginie w pościgach kilkadziesiąt osób. Dodając do tego kilkaset rannych - w tym postronnych i mimowolnych uczestników takich rozrywek - wówczas liczba ofiar może wzrosnąć do kilkuset. Warto mieć świadomość szczególnie w długi weekend, kiedy sfrustrowanych i pijanych kierowców jest więcej niż zwykle. Jeśli więc na Waszych oczach rozgrywa się pościg... Uciekajcie i Wy, ale w przeciwną stronę!
Portal Regiomoto.pl przygotował ciekawą listę pościgów policyjnych. Są to prawdziwe sytuacje drogowe, a nie filmowa fikcja. Polecam obejrzeć ku przestrodze! Całość tutaj: pościgi policyjne.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Na majówkę...
Zawsze kiedy wypadają jakieś dni świąteczne albo tzw. długie weekendy zastanawiam się, czy wzmożona liczba wypadków i złapanych nietrzeźwych kierowców jest wynikiem nieodpowiedzialności Polaków, czy może po prostu jest to zasługa dzielnych policjantów...
Chciałbym na początku podkreślić, że niezależnie od odpowiedzi na powyższe pytanie, trzeba stanowczo potępić jeżdżenie po pijaku. Mimo wszystko mam nieodparte wrażenie, że te cykliczne poprawy statystyk ze strony policjantów i nabijanie sobie dodatkowych punktów w społeczeństwie, łapiąc pijanych kierowców, w rzeczywistości fałszuje obraz polskich kierowców. Statystycznie kiedy tylko zbliżają się wolne dni, pijemy alkohol na umór i siadamy za kółko. Robi tak pokaźny procent z nas - dowodzą tego statystyki.
Uważam, że problemem jest niska dotkliwość kary. Oczywiście, polskie prawodawstwo przewiduje możliwość zamknięcia do więzienia osoby, która prowadziła auto po alkoholu. Są to jednak sporadyczne sytuacji. Znacznie częściej odbiera się kierowcom prawo jazdy. Co oczywiście nie powstrzymuje ich do pojechania samochodem po kolejne piwko. Jakoś w końcu trzeba.
Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby takie, jakie chciano kiedyś wprowadzić przy okazji ubezpieczeń. Przewidywana kara za brak OC to konfiskata samochodu. Dlaczego nie zastosować podobnego rozwiązania w przypadku nietrzeźwych? Jestem pewien, że wyszłoby to na dobre zarówno społeczeństwu, jak i temu nieszczęsnemu pijakowi...
czwartek, 26 kwietnia 2012
Po co nam fotoradary?
W tym roku miałem przyjemność odwiedzić już kilka europejskich krajów. Jeżdżąc po drogach zachodniej Europy jedna rzecz jest dla mnie bardzo dziwna - mała liczba fotoradarów. Na niemieckich autostradach nie ma ich praktycznie wcale (a ograniczeń prędkości - wbrew obiegowej opinii - jest tam naprawdę dużo!), we Francji też zdarzają się raczej sporadycznie - i tylko w miejscach szczególnie niebezpiecznych. W Austrii stawia się je głównie na drogach wjazdowych do miasta.
A u nas? Fotoradaruje się całą sieć dróg! Polska mapa fotoradarów jest naprawdę imponująca. Mało jest natomiast tzw. mobilnych fotoradarów, które w moim przekonaniu znacznie skuteczniej spełniają swoją rolę. Co z tego, że kierowca zwolni przed fotoradarem (bo np. ostrzeże go przed tym GPS), skoro już po minięciu urządzenia znowu znacznie zwiększy prędkość? Rola prewencyjna jest tu żadna...
W moim przekonaniu rozwiązanie jest tylko jedno: zwiększyć liczbę fotoradarów mobilnych i radykalnie podnieść podatki za największe przekroczenia prędkości. W Niemczech za naprawdę szybką jazdę można stracić prawo jazdy albo nawet trafić do aresztu. Na Zachodzie kierowcy jeżdżą spokojnie, bo obawiają się konsekwencji prawnych i kar finansowych. Kara w wysokości 500 zł nie przystaje już do rzeczywistości, bo skoro kogoś stać żeby jeździć 200 km/h nowym BMW 5, to można założyć, że będzie go również stać na wyższy mandat!
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Co trzeci zabity na polskich drogach to pieszy
W Polsce prawie jedna trzecia ofiar wypadków to piesi. Liczba ta jest trzykrotnie wyższa niż w cywilizowanych krajach...
Można te wyniki interpretować różnie - np. tak, że mamy wyjątkowo agresywnie poruszających się po drodze pieszych, którzy prowokują niebezpieczne zachowania wśród kierowców. Można też przyjąć, że polscy kierowcy kompletnie się pieszymi nie przejmują, a przed przejściami dla pieszych hamują wyłącznie kiedy stoi obok strażnik miejski, który pilnuje bezpiecznego przejścia dla dzieci z okolicznej szkoły.
Sytuacja z bezpieczeństwem pieszych pokazuje tylko, jak w wielkim poważaniu polscy kierowcy mają przepisy ruchu drogowego. Oczywiście potrzebny jest również rozsądek wśród samych pieszych - sam niejednokrotnie miałem sytuacje, w których hamowałem awaryjnie, bo jakiś starszy pan akurat postanowił wtargnąć na pasy bez rozejrzenia się na boki. Pamiętajmy, że przejścia dla pieszych stanowią element ulicy, po której poruszają się samochody (ze znaczną prędkością)!
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Testy zderzeniowe dają do myślenia
I nie mówię tu o tych zwykłych, rutynowo przeprowadzanych przez Euro NCAP. Te pokazują, jak bezpieczne są współczesne samochody. Ale nie oszukujmy się: są one projektowane również w taki sposób, aby jak najlepiej znieść standardowe przeciążenia, jakim zostanie poddany podczas rutynowego testu bezpieczeństwa. A co się stanie, kiedy przeprowadzi się nieco bardziej ekstremalną symulację? Nie pytajcie...
"Dziennikarze brytyjskiego programu motoryzacyjnego Fifth Gear sprawdzili, co zostanie z Focusa po zderzeniu z betonową ścianą przy prędkości 192 km/h" - czytamy w portalu Regiomoto.pl. Jak wypadł test? Polecam poniższy filmik:
Do myślenia daje również test, w którym przeprowadzono symulację zderzenia czołowego dwóch samochodów. W tym przypadku aktualna jest zasada, że duży może więcej: Audi Q7 po prostu rozniosło w pył Fiata 500. I jego pasażerów również...
"Dziennikarze brytyjskiego programu motoryzacyjnego Fifth Gear sprawdzili, co zostanie z Focusa po zderzeniu z betonową ścianą przy prędkości 192 km/h" - czytamy w portalu Regiomoto.pl. Jak wypadł test? Polecam poniższy filmik:
Do myślenia daje również test, w którym przeprowadzono symulację zderzenia czołowego dwóch samochodów. W tym przypadku aktualna jest zasada, że duży może więcej: Audi Q7 po prostu rozniosło w pył Fiata 500. I jego pasażerów również...
środa, 11 kwietnia 2012
1,5 tys pijanych kierowców w 4 dni... Wielkanoc po polsku
Polacy piją i nie mają skrupułów żeby na podwójnym gazie siadać za kierownicą. Ale w tym roku święta były wyjątkowo bezpieczne i spokojne. Wykryto mniej pijaków za kółkiem, spadła też śmiertelność - z 35 do 21 osób, czyli prawie o połowę! Czyżby nasi rodacy nauczyli się rozważniej korzystać z dobrodziejstwa cywilizacji zwanego samochodem? Cóż... można to zinterpretować na kilka sposobów.
Po pierwsze rok temu święta były w specyficznym okresie - bardzo blisko długiego majowego weekendu. Z tego powodu ruch na drogach był znacznie większy - mnóstwo osób zrobiło sobie po prostu urlop. Po drugie pogoda - w tym roku było stosunkowo zimno, więc znaczna część Polaków (w tym ja) zrezygnowała z wyjazdu za miasto.
Ale nie zmienia to faktu, że statystyki z tego roku są naprawdę dobre. W niedzielę nie zginął nikt. To naprawdę zadziwiające, bo rzadko zdarza się taka niedziela, w której nie ginie na polskich drogach żaden człowiek... Ale cieszmy się tym, że było w miarę bezpiecznie i że większość osób uszanowała w te dni przepisy ruchu drogowego!
Po pierwsze rok temu święta były w specyficznym okresie - bardzo blisko długiego majowego weekendu. Z tego powodu ruch na drogach był znacznie większy - mnóstwo osób zrobiło sobie po prostu urlop. Po drugie pogoda - w tym roku było stosunkowo zimno, więc znaczna część Polaków (w tym ja) zrezygnowała z wyjazdu za miasto.
Ale nie zmienia to faktu, że statystyki z tego roku są naprawdę dobre. W niedzielę nie zginął nikt. To naprawdę zadziwiające, bo rzadko zdarza się taka niedziela, w której nie ginie na polskich drogach żaden człowiek... Ale cieszmy się tym, że było w miarę bezpiecznie i że większość osób uszanowała w te dni przepisy ruchu drogowego!
czwartek, 29 marca 2012
Sprawdź zawieszenie po zimie!
Mrozy i polskie dziury niestety nie sprzyjają elementom zawieszenia. Dlatego po sezonie zimowym warto sprawdzić w jakim stanie są poszczególne części zawieszenia - i naprawić, zanim do wymiany będzie znacznie więcej elementów.
Zawieszenie w samochodach niestety ma tendencję do tzw. sypania się - jak zepsuje się jeden element, błyskawicznie obciążenia nie wytrzyma kolejny - i tak, efektem domina, szybko popsuje się nam pół auta. Dlatego o zawieszenie dbać się po prostu opłaca.
Co się psuje najczęściej? Wahacze, tuleje, łączniki stabilizatorów, amoryzatory... Kompleksowy przegląd elementów zawieszenia zrobił portal Regiomoto.pl - niech to będzie wasza "zawieszeniowa" biblia :)
Przegląd zawieszenia
Co ważne, wiele elementów zawieszenia jest sprawdzanych podczas przeglądu rejestracyjnego - mają one bowiem bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo. Jeżeli zawieszenie nie pracuje jak trzeba, auto trudniej się prowadzi i utrudnia hamowanie. Dlatego o zawieszenie warto też dbać ze względu na własne bezpieczeństwo. Jazda sprawnym autem jest po prostu bardziej bezpieczna...
Zawieszenie w samochodach niestety ma tendencję do tzw. sypania się - jak zepsuje się jeden element, błyskawicznie obciążenia nie wytrzyma kolejny - i tak, efektem domina, szybko popsuje się nam pół auta. Dlatego o zawieszenie dbać się po prostu opłaca.
Co się psuje najczęściej? Wahacze, tuleje, łączniki stabilizatorów, amoryzatory... Kompleksowy przegląd elementów zawieszenia zrobił portal Regiomoto.pl - niech to będzie wasza "zawieszeniowa" biblia :)
Przegląd zawieszenia
Co ważne, wiele elementów zawieszenia jest sprawdzanych podczas przeglądu rejestracyjnego - mają one bowiem bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo. Jeżeli zawieszenie nie pracuje jak trzeba, auto trudniej się prowadzi i utrudnia hamowanie. Dlatego o zawieszenie warto też dbać ze względu na własne bezpieczeństwo. Jazda sprawnym autem jest po prostu bardziej bezpieczna...
środa, 28 marca 2012
Punkty karne wymienne na złotówki - promocja od straży miejskiej
Mandaty za prędkość wystawiane przez strażników miejskich obrosły już niejedną legendą. Okazuje się jednak, że sami strażnicy (było nie było - przedstawiciele prawa) wystawiają sobie złe świadectwo. Raz po raz wychodzą na jaw dowody ich ewidentnej nieuczciwości, czy, jak kto woli, pazerności.
Okazuje się, że mandat od straży miejskiej za przekroczenie prędkości wcale nie musi kończyć się przyznaniem punktów karnych. Wystarczy, że nie wskażemy osoby kierującej autem - wtedy dostaniemy mandat wyższy o 100 zł, ale bez punktów karnych. Wszystko oczywiście w granicach prawa.
Dla polskich kierowców wciąż bardziej dotkliwą karą są punkty karne na ich koncie, niż obciążenie konta bankowego sumą mandatu. A to świadczy tylko o jednym - mandaty są u nas po prostu zbyt niskie!
Okazuje się, że mandat od straży miejskiej za przekroczenie prędkości wcale nie musi kończyć się przyznaniem punktów karnych. Wystarczy, że nie wskażemy osoby kierującej autem - wtedy dostaniemy mandat wyższy o 100 zł, ale bez punktów karnych. Wszystko oczywiście w granicach prawa.
Dla polskich kierowców wciąż bardziej dotkliwą karą są punkty karne na ich koncie, niż obciążenie konta bankowego sumą mandatu. A to świadczy tylko o jednym - mandaty są u nas po prostu zbyt niskie!
poniedziałek, 26 marca 2012
Opony letnie czas założyć!
Powoli rozkręca się sezon na zmianę ogumienia. I, jak co roku o tej porze, media pewnie będą trąbić o tym, jak to polscy kierowcy niechętnie zmieniają opony...
I mają w tym sporo racji - w końcu opony są drogie i nie każdego stać na dwa komplety gum. Co ciekawe, mam wrażenie, że koncerny oponiarskie nie tylko specjalnie schodzą z jakością swoich opon, aby szybciej się ścierały i były mniej trwałe (całe szczęście, że w ogóle wytrzymują chociaż jeden pełny sezon :-), to jeszcze celowo śrubują standardy dotyczące wysokości bieżnika czy wieku opon. W konsekwencji przeciętny kierowca wymienia opony nie dlatego, że są już zużyte, ale po prostu ze strachu przez tym, że guma nie będzie trzymać idealnie...
Najnowszym trendem jest z kolei pompowanie azotem. Co to daje? Teoretycznie lepszą przyczepność, niższą temperaturę opon w gorącym lecie i większy komfort jazdy. W praktyce? Gumiarz kasuje 20 zł za samo pompowanie i... my kupujemy poczucie, że jesteśmy lepsi od innych kierowców. Miałem przyjemność jeździć na oponach napompowanych azotem i dla mnie jest to efekt placebo!
I mają w tym sporo racji - w końcu opony są drogie i nie każdego stać na dwa komplety gum. Co ciekawe, mam wrażenie, że koncerny oponiarskie nie tylko specjalnie schodzą z jakością swoich opon, aby szybciej się ścierały i były mniej trwałe (całe szczęście, że w ogóle wytrzymują chociaż jeden pełny sezon :-), to jeszcze celowo śrubują standardy dotyczące wysokości bieżnika czy wieku opon. W konsekwencji przeciętny kierowca wymienia opony nie dlatego, że są już zużyte, ale po prostu ze strachu przez tym, że guma nie będzie trzymać idealnie...
Najnowszym trendem jest z kolei pompowanie azotem. Co to daje? Teoretycznie lepszą przyczepność, niższą temperaturę opon w gorącym lecie i większy komfort jazdy. W praktyce? Gumiarz kasuje 20 zł za samo pompowanie i... my kupujemy poczucie, że jesteśmy lepsi od innych kierowców. Miałem przyjemność jeździć na oponach napompowanych azotem i dla mnie jest to efekt placebo!
środa, 21 marca 2012
Autostrady w końcu budujemy, ale... niechlujnie!
Autostrady, które pochłaniają dziesiątki miliardów złotych, budują firmy, które nie posiadają doświadczenia i kwalifikacji w realizacji takich inwestycji - takie zdanie przeczytałem dziś w jednej z gazet. I trafił mnie szlag...
No bo jak się w końcu doczekaliśmy czasów, kiedy mamy kasę na drogi, to robimy to niechlujnie, po polsku. Oficjalnie wygląda to w ten sposób: kontrakty z GDDKiA dostają giganci - Hydrobudowa Polska, Polimex-Mostostal, Skanska, Budimex. Biorą sobie równie dużych podwykonawców i grupują w konsorcja.
Główni wykonawcy i ich oficjalni podwykonawcy zapewniają przede wszystkim obsługę inżynieryjno-techniczną kontraktu. Faktyczne prace budowlane wykonują pracownicy zewnętrzni, których nikt nie pyta, czy kiedykolwiek stawiali most lub lali asfalt. Ot, polskie piekiełko budowlane.
A potem budować trzeba tak naprawdę dwa razy - najpierw nie tak jak trzeba, po taniości, a potem, oczywiście za dodatkowy kontrakt, poprawiać to, co się wcześniej spartoliło. To tak, jakby mi dopłacali żebym po godzinach poprawiał to, co spieprzę w godzinach pracy...
Wszystkim zainteresowanym tematem polecam zapoznać się z lekturą tego tekstu:
Autostrady w Polsce
No bo jak się w końcu doczekaliśmy czasów, kiedy mamy kasę na drogi, to robimy to niechlujnie, po polsku. Oficjalnie wygląda to w ten sposób: kontrakty z GDDKiA dostają giganci - Hydrobudowa Polska, Polimex-Mostostal, Skanska, Budimex. Biorą sobie równie dużych podwykonawców i grupują w konsorcja.
Główni wykonawcy i ich oficjalni podwykonawcy zapewniają przede wszystkim obsługę inżynieryjno-techniczną kontraktu. Faktyczne prace budowlane wykonują pracownicy zewnętrzni, których nikt nie pyta, czy kiedykolwiek stawiali most lub lali asfalt. Ot, polskie piekiełko budowlane.
A potem budować trzeba tak naprawdę dwa razy - najpierw nie tak jak trzeba, po taniości, a potem, oczywiście za dodatkowy kontrakt, poprawiać to, co się wcześniej spartoliło. To tak, jakby mi dopłacali żebym po godzinach poprawiał to, co spieprzę w godzinach pracy...
Wszystkim zainteresowanym tematem polecam zapoznać się z lekturą tego tekstu:
Autostrady w Polsce
poniedziałek, 19 marca 2012
Bezpieczne drogi - jak to robią w cywilizowanych krajach?
Kilka dni temu wróciłem z podróży po Europie. Prawie 3 tys. kilometrów po drogach "prawdziwej" Unii Europejskiej daje do myślenia. Okazuje się, że możliwe jest bezpieczne i zgodne z przepisami przemieszczanie się po drogach. Jak oni to zrobili?
Nie tylko mandatami. Chociaż to oczywiście jest ważny element. Na przykład w Szwajcarii, gdzie wysokość mandatu zależna jest od dochodów wykazywanych w PIT. W Polsce też są plany współpracy z fiskusem, ale na razie tylko w kwestii poprawienia ściągalności podatków (Zobacz tekst: "Zajęcie pensji za niezapłacony mandat").
Najbardziej niesamowite jest jednak to, że w Europie Zachodniej kierowcy naprawdę reagują na znaki drogowe. Zwalniają kiedy trzeba i przyspieszają kiedy można. Co ciekawe, w miastach grzecznie przepuszczają pieszych. W Polsce to nie do pomyślenia!
To, że kwestie wysokości mandatów to tylko część takiego stanu rzeczy wyjaśnię na podstawie anegdoty. Jedziemy drogą do Morzine, częścią tzw. "Route des Grandes Alpes". To coś jak Wielka Obwodnica Bieszczadzka. Tylko że dłuższa, bardziej stroma i bardziej kręta. Jako osoba przyzwyczajona do "polskiego" oznakowania dróg od razu rzuciła mi się w oczy jedna rzecz: trasa w wysokie Alpy ani przez chwilę nie ma linii podwójnej ciągłej. Ergo: można na niej wyprzedzać nawet na najbardziej ciasnych zakrętach. Ale nikt tego nie robi, bo to byłoby śmiertelnie niebezpieczne. Oczywiście, zdarzają się tam wyprzedzania, ale nie widziałem żadnego manewru, który uznałbym za wyjątkowo ryzykowny...
Wniosek? To nie w zakazach i nakazach tkwi tajemnica bezpieczeństwa. Bardziej chodzi o wzajemny szacunek na drodze i... zwykłą drogową wyobraźnię. Czego Polakom, niestety, najczęściej brakuje. Sami popatrzcie: Polacy akceptują najpopularniejsze wykroczenia drogowe.
Nie tylko mandatami. Chociaż to oczywiście jest ważny element. Na przykład w Szwajcarii, gdzie wysokość mandatu zależna jest od dochodów wykazywanych w PIT. W Polsce też są plany współpracy z fiskusem, ale na razie tylko w kwestii poprawienia ściągalności podatków (Zobacz tekst: "Zajęcie pensji za niezapłacony mandat").
Najbardziej niesamowite jest jednak to, że w Europie Zachodniej kierowcy naprawdę reagują na znaki drogowe. Zwalniają kiedy trzeba i przyspieszają kiedy można. Co ciekawe, w miastach grzecznie przepuszczają pieszych. W Polsce to nie do pomyślenia!
To, że kwestie wysokości mandatów to tylko część takiego stanu rzeczy wyjaśnię na podstawie anegdoty. Jedziemy drogą do Morzine, częścią tzw. "Route des Grandes Alpes". To coś jak Wielka Obwodnica Bieszczadzka. Tylko że dłuższa, bardziej stroma i bardziej kręta. Jako osoba przyzwyczajona do "polskiego" oznakowania dróg od razu rzuciła mi się w oczy jedna rzecz: trasa w wysokie Alpy ani przez chwilę nie ma linii podwójnej ciągłej. Ergo: można na niej wyprzedzać nawet na najbardziej ciasnych zakrętach. Ale nikt tego nie robi, bo to byłoby śmiertelnie niebezpieczne. Oczywiście, zdarzają się tam wyprzedzania, ale nie widziałem żadnego manewru, który uznałbym za wyjątkowo ryzykowny...
Wniosek? To nie w zakazach i nakazach tkwi tajemnica bezpieczeństwa. Bardziej chodzi o wzajemny szacunek na drodze i... zwykłą drogową wyobraźnię. Czego Polakom, niestety, najczęściej brakuje. Sami popatrzcie: Polacy akceptują najpopularniejsze wykroczenia drogowe.
wtorek, 28 lutego 2012
Aveo - najbezpieczniejszy kompakt według Euro NCAP
Największa europejska organizacja testująca samochody - Euro NCAP opublikowała aktualne wyniki bezpieczeństwa najnowszych modeli aut. Wyniki są cokolwiek ciekawe - w klasie samochodów miejskich numer jeden to... Chevrolet Aveo.
Ja się tylko zastanawiam nad jedną rzeczą - czy aby współczesne auta nie są budowane właśnie pod test NCAP? Silne ustandaryzowanie tych testów sprawia, że są one w praktyce oderwane od rzeczywistości. 90% wypadków drogowych nie dotyczy przecież uderzenia w nieruchomą przeszkodę z prędkością 60 km/h - auta zderzają się w sytuacji, kiedy są w ruchu. Poza tym nie są to uderzenia dokładnie na wprost lub z boku.
Na dowód tego, że przy innej metodologii testowania wyniki mogłyby być zupełnie inne, polecam zapoznać się z filmami prezentującymi testy zderzeniowe dwóch aut będących w ruchu - robią to amerykanie.
Ja się tylko zastanawiam nad jedną rzeczą - czy aby współczesne auta nie są budowane właśnie pod test NCAP? Silne ustandaryzowanie tych testów sprawia, że są one w praktyce oderwane od rzeczywistości. 90% wypadków drogowych nie dotyczy przecież uderzenia w nieruchomą przeszkodę z prędkością 60 km/h - auta zderzają się w sytuacji, kiedy są w ruchu. Poza tym nie są to uderzenia dokładnie na wprost lub z boku.
Na dowód tego, że przy innej metodologii testowania wyniki mogłyby być zupełnie inne, polecam zapoznać się z filmami prezentującymi testy zderzeniowe dwóch aut będących w ruchu - robią to amerykanie.
niedziela, 26 lutego 2012
Jazda polska - strach wyjechać na drogę...
Zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa i totalny brak kultury - to tylko niektóre przykłady zachowania polskich kierowców. Reszta - na załączonym filmie.
Czy Polacy to rzeczywiście najgorsi kierowcy świata?
Wypadki w Polsce - zobacz film
Jak można karać takich "artystów"? Mam wątpliwości czy pomogą punkty karne, ostrzejszy taryfikator mandatów albo nawet zabieranie prawa jazdy. Niektórzy z tych kierowców powinni po prostu trafiać do aresztu. I przy okazji do klinik psychiatrycznych celem zbadania zdolności do prowadzenia pojazdów mechanicznych i umiejętności oceny ryzyka...
Czy Polacy to rzeczywiście najgorsi kierowcy świata?
Wypadki w Polsce - zobacz film
Jak można karać takich "artystów"? Mam wątpliwości czy pomogą punkty karne, ostrzejszy taryfikator mandatów albo nawet zabieranie prawa jazdy. Niektórzy z tych kierowców powinni po prostu trafiać do aresztu. I przy okazji do klinik psychiatrycznych celem zbadania zdolności do prowadzenia pojazdów mechanicznych i umiejętności oceny ryzyka...
poniedziałek, 20 lutego 2012
Idzie wiosna, będzie ślisko!
Najtrudniej jeździ się samochodem w warunkach przejściowych, kiedy temperatura jest lekko poniżej zera. Delikatnej warstwy lodu leżącej na drodze na pierwszy rzut oka nie widać, a pługi i piaskarki nie wyjeżdżają na drogi. Bo przecież "zaraz samo rozmarznie", więc szkoda czasu na takie zabawy.
Przykład z życia wzięty:
Tymczasem tzw. czarny lód (zwany też swojsko "gołoledź") to bardzo realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego!
Ciekawy artykuł na ten temat przygotowała redakcja serwisu Regiomoto.
- Jeżeli mamy wrażenie, że samochód zaczyna płynąć po drodze, nie reaguje na ruchy kierownicą, a dodatkowo nie słyszymy szumu toczących się opon to oznacza, że najprawdopodobniej jedziemy po oblodzonej drodze – tłumaczy Michał Marcula, wieloletni pilot rajdowy, który po lodzie się ściga. Polecam poczytać artykuł i wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski. LINK: Jazda po śniegu.
Pamiętajmy, że koniec zimy nie oznacza bynajmniej łatwiejszych warunków drogowych!
Przykład z życia wzięty:
Tymczasem tzw. czarny lód (zwany też swojsko "gołoledź") to bardzo realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego!
Ciekawy artykuł na ten temat przygotowała redakcja serwisu Regiomoto.
- Jeżeli mamy wrażenie, że samochód zaczyna płynąć po drodze, nie reaguje na ruchy kierownicą, a dodatkowo nie słyszymy szumu toczących się opon to oznacza, że najprawdopodobniej jedziemy po oblodzonej drodze – tłumaczy Michał Marcula, wieloletni pilot rajdowy, który po lodzie się ściga. Polecam poczytać artykuł i wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski. LINK: Jazda po śniegu.
Pamiętajmy, że koniec zimy nie oznacza bynajmniej łatwiejszych warunków drogowych!
niedziela, 19 lutego 2012
Oto jak (nie)radzą sobie z zimą w Turcji!
Zima bywa zdradliwa - szczególnie kiedy śnieg i mróz pojawiają się tam, gdzie rzeczywiście mają prawo zaskoczyć kierowców i służby drogowe.
Ot weźmy dla przykładu taką Turcję - kraj, który kojarzy się z wypoczynkiem w upalnym klimacie. To jednak wcale nie oznacza, że mróz nie atakuje kraju nad Bosforem. Na dowód tego ciekawy film, który wyszperała w siecie redakcja serwisu motoryzacyjnego Regiomoto.pl:
Anomalia pogodowa? Być może. Ale jest to realny problem dla tamtejszych kierowców, którzy za nic w świecie nie są przyzwyczajeni do poruszania się w takich warunkach - co zresztą świetnie widać na filmie. W takich sytuacjach przepisy ruchu drogowego nie mają już zastosowania - trzeba liczyć na własny rozsądek i umiejętności!
P.S. A tu ciekawy film z podróży do miasta Larissa w środkowej Grecji!
Ot weźmy dla przykładu taką Turcję - kraj, który kojarzy się z wypoczynkiem w upalnym klimacie. To jednak wcale nie oznacza, że mróz nie atakuje kraju nad Bosforem. Na dowód tego ciekawy film, który wyszperała w siecie redakcja serwisu motoryzacyjnego Regiomoto.pl:
Anomalia pogodowa? Być może. Ale jest to realny problem dla tamtejszych kierowców, którzy za nic w świecie nie są przyzwyczajeni do poruszania się w takich warunkach - co zresztą świetnie widać na filmie. W takich sytuacjach przepisy ruchu drogowego nie mają już zastosowania - trzeba liczyć na własny rozsądek i umiejętności!
P.S. A tu ciekawy film z podróży do miasta Larissa w środkowej Grecji!
niedziela, 12 lutego 2012
Zima na drogach
Kończy się kolejny weekend. Jutro znowu usłyszymy jak wielu złapano pijanych kierowców i jak wiele kolizji spowodowali nieodpowiedzialni kierowcy. Ale do prawdziwego sukcesu - czyli bezpiecznego i płynnego ruchu drogowego w każdych warunkach atmosferycznych - to nas w żaden sposób nie przybliża.
Potrzebne są zmiany w mentalności kierowców. Bezpieczna jazda zimą oznacza nie tylko to, że mamy na kołach opony zimowe, ale też zupełnie inne podejście do techniki jazdy i konieczność zadbania o drobiazgi, jak choćby odśnieżone WSZYSTKIE szyby w samochodzie.
Ku przestrzodze polecam wszystkim poniższy film. Pokazuje, że z zimą (i fizyką!) nie ma żartów.
Potrzebne są zmiany w mentalności kierowców. Bezpieczna jazda zimą oznacza nie tylko to, że mamy na kołach opony zimowe, ale też zupełnie inne podejście do techniki jazdy i konieczność zadbania o drobiazgi, jak choćby odśnieżone WSZYSTKIE szyby w samochodzie.
Ku przestrzodze polecam wszystkim poniższy film. Pokazuje, że z zimą (i fizyką!) nie ma żartów.
Karetką rajd po mieście
Z przepuszczaniem pojazdów uprzywilejowanych bywa bardzo różnie. Czasami ich nie widzimy, bo jesteśmy zajęci obserwowaniem innych rzeczy. Bywa, że ich nie słyszymy, bo słuchamy radia albo rozmawiamy przez telefon. W końcu cóż może być ważniejszego od nas samych?
W przypadku karetki pogotowia jadącej na sygnale liczy się każda minuta. Przepisy ruchu drogowego określają kiedy kierowca pojazdu uprzywilejowanego ma prawo używać sygnałów ostrzegawczych. Jedną z takich sytuacji jest realne zagrożenie życia lub zdrowia człowieka. Niestety, często nic sobie z tego nie robimy. Wielokrotnie widziałem jak karetki tkwiły w zatorze, bo kilku kierowców nie miało pojęcia jak zjechać, żeby umożliwić swobodny przejazd. Dlaczego nikt nie uczy tego na kursach prawa jazdy?
Z drugiej strony... tam nie uczy się nawet jak powinna wyglądać prawidłowa pierwsza pomoc, więc może nie wymagajmy od instruktorów zbyt wiele...
Kierowcy karetek na co dzień spotykają się z głupotą i arogancją kierowców. Codziennie ustępują im miejsca setki kierowców. Wśród nich zawsze znajdzie się kilka zgniłych jaj, którzy umiejętności jazdy mają opanowane na poziomie ruszania spod świateł i zmiany biegów.
Bardzo ciekawe porady dla kierowców dotyczącego tego jak ustępować miejsca karetce przygotował portal regiomoto.pl. Polecam nie tylko tym, którzy jeżdżą nieprawidłowo. Bo to powinien wiedzieć każdy kierowca!
W przypadku karetki pogotowia jadącej na sygnale liczy się każda minuta. Przepisy ruchu drogowego określają kiedy kierowca pojazdu uprzywilejowanego ma prawo używać sygnałów ostrzegawczych. Jedną z takich sytuacji jest realne zagrożenie życia lub zdrowia człowieka. Niestety, często nic sobie z tego nie robimy. Wielokrotnie widziałem jak karetki tkwiły w zatorze, bo kilku kierowców nie miało pojęcia jak zjechać, żeby umożliwić swobodny przejazd. Dlaczego nikt nie uczy tego na kursach prawa jazdy?
Z drugiej strony... tam nie uczy się nawet jak powinna wyglądać prawidłowa pierwsza pomoc, więc może nie wymagajmy od instruktorów zbyt wiele...
Kierowcy karetek na co dzień spotykają się z głupotą i arogancją kierowców. Codziennie ustępują im miejsca setki kierowców. Wśród nich zawsze znajdzie się kilka zgniłych jaj, którzy umiejętności jazdy mają opanowane na poziomie ruszania spod świateł i zmiany biegów.
Bardzo ciekawe porady dla kierowców dotyczącego tego jak ustępować miejsca karetce przygotował portal regiomoto.pl. Polecam nie tylko tym, którzy jeżdżą nieprawidłowo. Bo to powinien wiedzieć każdy kierowca!
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Kierownica od strony pobocza - czy to bezpieczne?
W naszym kraju sporo mówi się o tym, że samochody z kierownicą po prawej stronie powinny mieć możliwość normalnego przerejestrowania w naszym kraju. Mnóstwo osób posprowadzało tego typu auta z Wielkiej Brytanii i teraz chcieliby dalej się nimi legalnie poruszać również po Polsce.
"Nie ma tygodnia, by nie dzwonili do nas młodzi ludzie, chcący przerejestrować do Polski swoje angielskie samochody. Wracają z zarobkowej emigracji – i od razu zderzają się z twardą polską rzeczywistością" - pisze serwis Regiomoto.pl w artykule dotyczącym tego, jak zarejestrować auto z UK w Polsce.
I bardzo dobrze. Wyobrażacie sobie bezpieczne prowadzenie samochodu siedząc na fotelu pasażera? :)
Ale jedna rzecz jest zastanawiająca: dlaczego to, co nie jest możliwe w polskim prawie jest bez problemu do zrobienia w Wielkiej Brytanii? Na dowód nagranie przedstawiające naszego polskiego Poloneza, który radośnie śmiga po londyńskim przedmieściu:
.
Cóż... Może już czas na ujednolicenie przepisów drogowych w całej Unii Europejskiej? Wtedy Polonez będzie jeździł w UK na podstawie tego samego paragrafu, co Vauxhall nad Wisłą...
"Nie ma tygodnia, by nie dzwonili do nas młodzi ludzie, chcący przerejestrować do Polski swoje angielskie samochody. Wracają z zarobkowej emigracji – i od razu zderzają się z twardą polską rzeczywistością" - pisze serwis Regiomoto.pl w artykule dotyczącym tego, jak zarejestrować auto z UK w Polsce.
I bardzo dobrze. Wyobrażacie sobie bezpieczne prowadzenie samochodu siedząc na fotelu pasażera? :)
Ale jedna rzecz jest zastanawiająca: dlaczego to, co nie jest możliwe w polskim prawie jest bez problemu do zrobienia w Wielkiej Brytanii? Na dowód nagranie przedstawiające naszego polskiego Poloneza, który radośnie śmiga po londyńskim przedmieściu:
.
Cóż... Może już czas na ujednolicenie przepisów drogowych w całej Unii Europejskiej? Wtedy Polonez będzie jeździł w UK na podstawie tego samego paragrafu, co Vauxhall nad Wisłą...
piątek, 27 stycznia 2012
Idzie mróz, będą wypadki
No i przyszła do nas w końcu zima. W nocy temperatury spokojnie dobijają do -10 stopni, na drogach robi się piekielnie ślisko, auta nie odpalają itp. itd. Wszyscy niestety świetnie znamy ten polski folklor.
Odwiecznym pytaniem jest również to, czy drogowcy znów dadzą się zaskoczyć. Biorąc pod uwagę doświadczenia z poprzednich lat - nie powinniśmy mieć wątpliwości. Z drugiej strony, kierowcy pługopiaskarek są tak spragnieni jazdy, że ostatnio widziałem aż trzy jedna po drugiej. Na tej samej ulicy, w odstępie kilku minut. Oby też przy ostrej zimie szło im tak dobrze.
Przy okazji mrozów okaże się też, którzy kierowcy chcą być bezpieczni i korzystają np. z opon zimowych. Jak wiadomo taryfikator mandatów nie przewiduje kar za jazdę na letnich (a szkoda, bo np. w Czechach można za to oberwać wysoki mandat!)...
A póki co... polecam ku przestrodze kultową już relację z próby podjazdu pod pewną górkę :)
Odwiecznym pytaniem jest również to, czy drogowcy znów dadzą się zaskoczyć. Biorąc pod uwagę doświadczenia z poprzednich lat - nie powinniśmy mieć wątpliwości. Z drugiej strony, kierowcy pługopiaskarek są tak spragnieni jazdy, że ostatnio widziałem aż trzy jedna po drugiej. Na tej samej ulicy, w odstępie kilku minut. Oby też przy ostrej zimie szło im tak dobrze.
Przy okazji mrozów okaże się też, którzy kierowcy chcą być bezpieczni i korzystają np. z opon zimowych. Jak wiadomo taryfikator mandatów nie przewiduje kar za jazdę na letnich (a szkoda, bo np. w Czechach można za to oberwać wysoki mandat!)...
A póki co... polecam ku przestrodze kultową już relację z próby podjazdu pod pewną górkę :)
Mandaty z fotoradarów nie trzeba płacić?
W ostatnim czasie zrobiło się gigantyczne zamieszanie w sprawie mandatów wystawianych przy różnych okazjach przez Straż Miejską, a także Inspekcję Transportu Drogowego. Okazuje się jednak, że nie wszystkie mandaty będziemy musieli zapłacić. Można się przecież wyprzeć kary :)
Interesujący poradnik dotyczący tego jak uniknąć mandatu zamieścił na swoich stronach serwis Regiomoto.pl. Wynika z niego, że mamy kilka wariantów postępowania, które mogą doprowadzić do tego, że w konsekwencji zapłacimy niższy podatek. Polecam wszystkim, którym zależy na zawartości swojego portfela i którzy nie mają ochoty dzielić się nią ze strażnikami miejskimi!
Interesujący poradnik dotyczący tego jak uniknąć mandatu zamieścił na swoich stronach serwis Regiomoto.pl. Wynika z niego, że mamy kilka wariantów postępowania, które mogą doprowadzić do tego, że w konsekwencji zapłacimy niższy podatek. Polecam wszystkim, którym zależy na zawartości swojego portfela i którzy nie mają ochoty dzielić się nią ze strażnikami miejskimi!
czwartek, 19 stycznia 2012
Z pogodą nie wygrasz...
No i zima zaczęła się na dobre. Temperatury spadły poniżej zera, kierowcy zaczęli fruwać po drogach... Zima potrafi zaskoczyć brakiem przyczepności nawet jak temperatury są w granicach zera. I to nie tylko w górskich kurortach, ale też w miastach.
Ku przestrodze polecam Wam filmik, który od kilku dni krąży po internecie. Pokazuje jak bardzo bezradna jest nawet największa masa w konfrontacji z bardzo śliską drogą.
A ja jak co roku o tej porze walczę ze sobą i zastanawiam się czy warto inwestować w ogrzewanie postojowe. Niby bajer, ale można docenić jak trzeba przejechać kilka kilometrów w ujemnej temperaturze zanim standardowa nagrzewnica cokolwiek złapie... Echh chyba w weekend rozejrzę się za jakimś tanim rozwiązaniem. Podobno idą grube mrozy :)
Ku przestrodze polecam Wam filmik, który od kilku dni krąży po internecie. Pokazuje jak bardzo bezradna jest nawet największa masa w konfrontacji z bardzo śliską drogą.
A ja jak co roku o tej porze walczę ze sobą i zastanawiam się czy warto inwestować w ogrzewanie postojowe. Niby bajer, ale można docenić jak trzeba przejechać kilka kilometrów w ujemnej temperaturze zanim standardowa nagrzewnica cokolwiek złapie... Echh chyba w weekend rozejrzę się za jakimś tanim rozwiązaniem. Podobno idą grube mrozy :)
niedziela, 15 stycznia 2012
Tym razem zima zaskoczyła... kierowców
Pięć aut w rowie i dwa wypadki - wszystko to na 100-kilometrowym odcinku prowadzącym z mojego domu do ośrodka narciarskiego Czarna Góra. Przyczyna? Spadł śnieg...
Do tego, że zima co zaskakuje drogowców zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Przecież tak się dzieje od zawsze. Ale fakt, że w tym roku prawdziwa zima przyszła do nas dopiero w połowie stycznia sprawił, że kierowcy kompletnie nie poradzili sobie z tą nową (białą) sytuacją drogową. Stąd tyle wypadków, kolizji i niebezpiecznych sytuacji.
Daleki jestem od obwiniania drogowców za to, że słabo odśnieżają drogi. Może i nawet tak jest. Ale jak się poczyta przepisy ruchu drogowego, to stoi tam jak byk, że prędkość należy dostosowywać do warunków atmosferycznych. Tak więc jeśli droga jest biała, drogą dedukcji należy założyć, że jest również śliska. Oczywiste, prawda?
Kolejna sprawa to opony zimowe. Jeśli jedziecie w góry, zdecydowanie warto je mieć. Niemniej jednak nie zapewniają one idealnej przyczepności na zaśnieżonych górskich drogach! Stanowią jedynie minimum bezpieczeństwa - o resztę musimy zadbać sami...
Do tego, że zima co zaskakuje drogowców zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Przecież tak się dzieje od zawsze. Ale fakt, że w tym roku prawdziwa zima przyszła do nas dopiero w połowie stycznia sprawił, że kierowcy kompletnie nie poradzili sobie z tą nową (białą) sytuacją drogową. Stąd tyle wypadków, kolizji i niebezpiecznych sytuacji.
Daleki jestem od obwiniania drogowców za to, że słabo odśnieżają drogi. Może i nawet tak jest. Ale jak się poczyta przepisy ruchu drogowego, to stoi tam jak byk, że prędkość należy dostosowywać do warunków atmosferycznych. Tak więc jeśli droga jest biała, drogą dedukcji należy założyć, że jest również śliska. Oczywiste, prawda?
Kolejna sprawa to opony zimowe. Jeśli jedziecie w góry, zdecydowanie warto je mieć. Niemniej jednak nie zapewniają one idealnej przyczepności na zaśnieżonych górskich drogach! Stanowią jedynie minimum bezpieczeństwa - o resztę musimy zadbać sami...
czwartek, 12 stycznia 2012
Pół godziny dziennie w korku
Zastanawiam się skąd polscy kierowcy biorą kasę żeby tak tłumnie jeździć po mieście. Widać muszą za dużo zarabiać, skoro do pracy podróżują samotnie w cieplutkim i przytulnym aucie. Auto przecież w korku swoje pali, a stracony czas to przecież też stracone pieniądze...
Ile czasu stoimy w korkach?
Wiedzą o tym przede wszystkim przedstawiciele handlowi i inni tzw. kierowcy firmowi. Aby więc uniknąć opóźnień, śmigają po zakorkowanych ulicach trzy razy szybciej niż inni. Rekordzista jechał ostatnio buspasem jakieś osiemdziesiąt razy szybciej niż ja (W sensie ja miałem 0, a on 80 km/h...). Z bezpieczną jazdą nie ma to nic wspólnego - szczególnie jeśli wszystko dzieje się przed godziną ósmą, kiedy gawiedź szkolna podąża do szkół. Przepisy ruchu drogowego mają - a jakże - tam gdzie jest ciepło i ciemno. Niech się inni martwią i uważają na drodze. Niestety - tak jest do pierwszej tragedii...
Ile czasu stoimy w korkach?
Wiedzą o tym przede wszystkim przedstawiciele handlowi i inni tzw. kierowcy firmowi. Aby więc uniknąć opóźnień, śmigają po zakorkowanych ulicach trzy razy szybciej niż inni. Rekordzista jechał ostatnio buspasem jakieś osiemdziesiąt razy szybciej niż ja (W sensie ja miałem 0, a on 80 km/h...). Z bezpieczną jazdą nie ma to nic wspólnego - szczególnie jeśli wszystko dzieje się przed godziną ósmą, kiedy gawiedź szkolna podąża do szkół. Przepisy ruchu drogowego mają - a jakże - tam gdzie jest ciepło i ciemno. Niech się inni martwią i uważają na drodze. Niestety - tak jest do pierwszej tragedii...
niedziela, 8 stycznia 2012
Nowy egzamin na prawo jazdy dopiero za rok
Cieszyłem się, że rząd ma odwagę żeby w końcu zmienić rachityczne egzaminy teoretyczne na prawo jazdy. Niestety ostatnio okazało się, że przeciwnicy tych zmian są silniejsi - nowe egzaminy przełożono na przyszły rok...
Decyzja o przesunięciu niektórych wkurzyła (szczególnie tych, którzy w popłochu szturmowali WORDy żeby się załapać na egzaminy w "starych" przepisach), innych ucieszyła (tych, którzy mieli zdawać, ale nie chciało im się szturmować). Nie rozumiem tylko, dlaczego wszyscy tak bardzo boją się tego nowego egzaminu. Przecież nowy egzamin na prawo jazdy ma być ze wszech miar bardziej życiowy i intuicyjny!
Jak się jednak okazuje, przesunięcie nie wynika z masowych próśb i gróźb kursantów. Powód jest bardzo prozaiczny i bardzo... polski. Otóż urzędnicy się po prostu nie wyrobili z zakupem nowego oprogramowania.
Decyzja o przesunięciu niektórych wkurzyła (szczególnie tych, którzy w popłochu szturmowali WORDy żeby się załapać na egzaminy w "starych" przepisach), innych ucieszyła (tych, którzy mieli zdawać, ale nie chciało im się szturmować). Nie rozumiem tylko, dlaczego wszyscy tak bardzo boją się tego nowego egzaminu. Przecież nowy egzamin na prawo jazdy ma być ze wszech miar bardziej życiowy i intuicyjny!
Jak się jednak okazuje, przesunięcie nie wynika z masowych próśb i gróźb kursantów. Powód jest bardzo prozaiczny i bardzo... polski. Otóż urzędnicy się po prostu nie wyrobili z zakupem nowego oprogramowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
