czwartek, 26 kwietnia 2012
Po co nam fotoradary?
W tym roku miałem przyjemność odwiedzić już kilka europejskich krajów. Jeżdżąc po drogach zachodniej Europy jedna rzecz jest dla mnie bardzo dziwna - mała liczba fotoradarów. Na niemieckich autostradach nie ma ich praktycznie wcale (a ograniczeń prędkości - wbrew obiegowej opinii - jest tam naprawdę dużo!), we Francji też zdarzają się raczej sporadycznie - i tylko w miejscach szczególnie niebezpiecznych. W Austrii stawia się je głównie na drogach wjazdowych do miasta.
A u nas? Fotoradaruje się całą sieć dróg! Polska mapa fotoradarów jest naprawdę imponująca. Mało jest natomiast tzw. mobilnych fotoradarów, które w moim przekonaniu znacznie skuteczniej spełniają swoją rolę. Co z tego, że kierowca zwolni przed fotoradarem (bo np. ostrzeże go przed tym GPS), skoro już po minięciu urządzenia znowu znacznie zwiększy prędkość? Rola prewencyjna jest tu żadna...
W moim przekonaniu rozwiązanie jest tylko jedno: zwiększyć liczbę fotoradarów mobilnych i radykalnie podnieść podatki za największe przekroczenia prędkości. W Niemczech za naprawdę szybką jazdę można stracić prawo jazdy albo nawet trafić do aresztu. Na Zachodzie kierowcy jeżdżą spokojnie, bo obawiają się konsekwencji prawnych i kar finansowych. Kara w wysokości 500 zł nie przystaje już do rzeczywistości, bo skoro kogoś stać żeby jeździć 200 km/h nowym BMW 5, to można założyć, że będzie go również stać na wyższy mandat!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz