środa, 30 maja 2012
Mamy najgorsze drogi na świecie?
Całkiem możliwe... I to nie tylko te lokalne, którymi chyba nikt się nie opiekuje i które trzymają się kupy jedynie dzięki sile woli. Stan asfaltu na wielu z nich jest taki, że chyba bezpieczniej byłoby, gdyby były po prostu wykonane z utwardzonej ziemi. Z raportu Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że pod względem jakości dróg zajmujemy 125 miejsce na 132 oceniane kraje. Nic tylko zapaść się pod ziemię... Czy może być jeszcze gorzej?
Jeszcze gorsze drogi niż u nas mają takie "tuzy" światowej logistyki, jak Mołdawia, Mongolia i Haiti. Najważniejszy wniosek raportu jest druzgocący: po wielu polskich drogach po prostu nie da się jeździć bezpiecznie. Mnie to w ogóle nie dziwi - wystarczy zrobić sobie kiedyś "wycieczkę" za miasto drogą lokalną. Ciężko jest tam przejechać rowerem, a samochodu po prostu jest szkoda męczyć w tak trudnym terenie.
A kolejną sprawą są polscy kierowcy. Pirat drogowy to taki ktoś, kto nie ugnie się przed niczym i nikim - on jest najważniejszy na drodze i wszyscy mają mu ustępować. Mam wrażenie, że w naszym kraju minimum 30 proc. kierowców to właśnie tacy piraci... Smutne to.
poniedziałek, 28 maja 2012
Skuter idealny do miasta?
Wyłączając rower, nie jestem zwolennikiem jednośladów. Uważam, że są niebezpieczne i generalnie można sobie napytać większej biedy niż korzyści. Bo przecież obojętnie czy pędzimy 200 km/h ścigaczem czy 60 km/h skuterem - podczas wypadku lub zderzenia nie chroni nas praktycznie nic...
Nie zmienia to faktu, że producenci skuterów reklamują te urządzenia jako idealne w ruchu miejskim. Palą mało, nie stoją w korku i łatwo je zaparkować. Czego chcieć więcej? Dla zainteresowanych polecam poradnik dotyczący tego, jak wybrać skuter.
Ja jednak pozostanę przy samochodzie. Zawsze to nieco więcej blachy, która w razie nagłej potrzeby ochroni życie moje i moich współtowarzyszy podróży. No i dzięki temu nie będę też miał problemów z przewiezieniem dwóch toreb z zakupami :) To nic, że będę raz po raz utykał w korku, że będę tracił więcej paliwa i krążył pod pracą w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do zaparkowania. W uwagi na fakt, że chronię to co mam, czyli własne życie, nigdy nie dam się wsadzić na skuter. No, chyba ze stanie się rewolucja i śmiertelność zmniejszy się do mniej niż 2 proc... :)
sobota, 26 maja 2012
Nowe fotoradary zarabiają za mało?
Nowe fotoradary, lotne kontrole, wideorejestratory... Wszystko po to, aby na drogach było bezpieczniej. Kierowcy obawiali się większej liczby mandatów, a minister finansów zacierał ręce z powodu perspektywy podreperowania budżetu dodatkowymi wpływami. I co? Mandatów jest mniej, wpływy znacznie niższe niż rok temu, a na drogach jak było tak jest - czyli hulaj dusza, policji nie ma!
Informacja mówiąca o małych wpływach z mandatów może sugerować, że jeździmy coraz bezpieczniej. Ale taki wniosek wyciągną tylko naiwniacy. Ci bardziej trzeźwi, będą mieli inny pomysł: Inspekcja Transportu Drogowego (instytucja, która od zeszłego roku kontroluje fotoradary) jest niewydolna i nie potrafi efektywnie zarządzać urządzeniami.
Teraz pojawia się z kolei informacja, że od lipca będzie aż 300 nowych fotoradarów - ponoć najnowszej generacji. Wierzyć mi się nie chce, że to cokolwiek zmieni. Mapa fotoradarów może i będzie bardziej gęsta, ale czy będzie to równoznaczne z większą liczbą wystawionych mandatów i, co jest przecież najważniejsze, zwiększonym bezpieczeństwem? Śmiem wątpić...
środa, 23 maja 2012
Czy na Euro 2012 będzie bezpiecznie?
Nawet największa mobilizacja drogówki nie pomoże, jeśli kierowcy podczas Euro 2012 nie wykażą się kulturą jazdy. Czy jednak Europejczycy będą w stanie przetrwać wielogodzinne korki na drogach wjazdowych do miast-gospodarzy? Czy niskie mandaty i brak punktów karnych nie zachęcą ich do szaleńczej jazdy rodem z gier komputerowych?
Przyznam, że mam co do tego poważne obawy. O polskich kierowców się nie obawiam - jesteśmy przyzwyczajeni do remontów, objazdów, ograniczeń prędkości, żółtych ludzi sterujących ruchem... Ale przyzwyczajeni do autostrad i płynnej jazdy Niemcy, Szwajcarzy czy Holendrzy mogą u nas przeżyć niemały szok (nie mówiąc już o Ukrainie, gdzie pewnie raz po raz będą się zatrzymywać na poboczu, aby zrobić sobie zdjęcie obok Łady, Zaporożca albo innego reliktu komunizmu, który dziwnym trafem jest jeszcze na chodzie).
Wydaje mi się, że na granicach powinniśmy rozdawać obcokrajowcom specjalne broszurki: jak prawidłowo wyprzedać, jakie odstępy trzymać na drogach lokalnych, jak nie dać się sprowokować agresywnemu kierowcy...
Mam nadzieję, że podczas Euro 2012 poziom frustracji i żółci wylewanej na polskie drogi (oby przejezdne) nie będzie tak duży, aby popsuć wszystkim kibicom wspaniałą zabawę.
piątek, 11 maja 2012
Czy ufać testom opon?
Nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej wagi do testów opon, które fundowały nam redakcje mniej lub bardziej profesjonalnych magazynów motoryzacyjnych. Z jednej strony dyskusyjny jest sam fakt doboru opon do testu (bez trudu wykażę, że polska Dębica jest najlepszą oponą - dajcie mi tylko odpowiednich konkurentów), z drugiej - metodologia badania. Nie ulega jednak wątpliwości, że klienci mocno interesują się wynikami takich testów i często na ich podstawie dokonują zakupu. No bo cóż innego im pozostało?
Właściwie jedyne testy, których wyniki są dla mnie miarodajne to te organizowane przez niemiecką organizację ADAC (czyli taki większy i bardziej profesjonalny odpowiednik PZMot). Tegoroczny test opon letnich miał jednego zdecydowanego zwycięzcę: Continental. Nie Pirelli, nie GoodYear, ale właśnie niemiecki Continental. Marka wygrała w praktycznie każdej kategorii.
A ja się zastanawiam, czy gdyby analogiczne testy przeprowadził PZMot, czy wygrałaby Dębica? (o przepraszam, teraz już GoodYear! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)