Pewnie to znacie z autopsji - dojeżdżasz do skrzyżowania równorzędnego, a tu z każdego kierunku stoi auto. I każdy kierowca gapi się w prawo w nadziei, że w końcu zjedzie mu ze skrzyżowania. A ten z prawej zamiast jechać... patrzy w prawo! I tak dalej i tak dalej. Aż kolejka wraca do nas. No to jedynka i ruszamy!
Kodeks drogowy nie mówi nic o tym, jak należy się zachować w takiej sytuacji. Teoretycznie i praktycznie kto pierwszy ten lepszy. Jest tylko jedno "ale": co w sytuacji, kiedy przytrafi się stłuczka? Czy policjant da się przekonać zwykłym tłumaczeniem, że "staliśmy wszyscy, więc postanowiłem przełamać ten impas i ruszyłem". A jak w identyczny sposób zachowa się dwóch kierowców?
Dlaczego więc nikt tego spornego przepisu nie wyeliminuje z kodeksu? Po co nam skrzyżowania równorzędne? Przecież nie ma problemu, żeby na każdym skrzyżowaniu określić pierwszeństwo przejazdu - byłoby bardziej klarownie i higienicznie dla wszystkich!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz