Nigdy nie byłem wielkim fanem testów zderzeniowych. Z jednej strony są w pewnym sensie wyznacznikiem bezpieczeństwa (albo jego braku) danego modelu, ale coraz częściej są wykorzystywane do realizowania bardziej celów marketingowych, niż jakichkolwiek innych. Samochód musi uzyskać minimum cztery gwiazdki, więc projektujemy auto tak, żeby sprawdziło się w testach. A te od lat są takie same, przez co koncerny mają znacznie ułatwione zadanie...
Ostatnio na "warsztat" ta europejska organizacja wzięła m.in. Volkswagena Golfa VII, Forda Fiestę czy Skodę Rapid. Jak wypadły testy zderzeniowe? Ocena maksymalna dla wszystkich. W grupie testowanych aut gorzej wypadła za to Dacia Lodgy.
I co z tego? Absolutnie nic. Standaryzacja testów i fakt, że są one przeprowadzane w warunkach absolutnie laboratoryjnych (teoretycznych) nie pozwala wyciągać żadnych wniosków na ich podstawie. Prosty przykład: jak się zderzy Ford Fiesta z rozpędzonym TIRem to będzie znacznie bardziej uszkodzony niż przy walnięciu w nieruchomą przeszkodę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz